Znicz poparzył Mroczkowskiego – kilka zdań po mecz Znicz – Widzew

W ciągu kilku kolejek, piłkarze Widzewa przeszli od serii spotkań bez porażki, do serii meczów bez zwycięstwa. Za chwilę może się okazać, że listopad będzie decydujący, jeżeli chodzi o przyszłość kilku piłkarzy. Choć osobiście, jeżeli dojdzie do czystek w zespole, nie będę załamywał rąk.

O tym, że wzmocnienia są potrzebne, mówił trener Cecherz, trener Smuda oraz trener Mroczkowski. Każdy robił to inaczej, „Franz” mówił o tym dosadnie, Mroczkowski między wierszami. Jeżeli trzech szkoleniowców zwraca uwagę, że potrzebni są nowi zawodnicy, a nic z tym się nie robi, to jest coś nie tak. Oczywiście, pojawiały się w zespole nowe twarze, jednak szybko ich przydatność była weryfikowana, zazwyczaj negatywnie. Nie wiem, jak działa nasz scouting (jeżeli w ogóle działa), według jakiego szablonu są podejmowane decyzje transferowe, jednak ostatnie nasze transfery w większości, to wtopy lub maksymalnie uzupełnienie składu.
Może warto poszukać dyrektora do spraw sportowych, który będzie umieć znaleźć przydatnych zawodników? Ewentualnie stworzyć sensowny zespół scoutingowy, który będzie rozglądał się za potencjalnymi zawodnikami. Jakiś czas temu była mowa o „Widzewskiej siatce scoutingowej”, którą mieli tworzyć kibice. Mam wrażenie, że ten fajny projekt umarł śmiercią naturalną, lub zajęto się sprawami marketingowymi. Marketing jest ważny, ale klub piłkarski powinien skupić się na początku na stworzeniu solidnych fundamentów piłkarskich, a to nie ogranicza się tylko do stworzenia solidnej drużyny.

Tak naprawdę, wczorajszy mecz był bardzo dziwny. Niby graliśmy zachowawczo, trochę zbyt wyrachowanie, jednak mieliśmy swoje sytuacje na strzelenie bramki. Filip powinien mieć po tym spotkaniu przynajmniej jednego gola, jednak gdybym miał się silić na obronę Chorwata, mógłbym powiedzieć, że mając jakąkolwiek sytuację po raz pierwszy od kilku spotkań, można być tym zaskoczonym. Brak kreowania dogodnych sytuacji to nasza bolączka, jednak cały czas nie rozumiem, usilnego wracania się po piłkę czy też schodzenia na skrzydło, przez naszych napastników. Trener Mroczkowski powinien zarówno napastnikom, którzy wystąpili we wczorajszym spotkaniu, jak i Świderskiemu pokazać bodajże 5 sytuacji, gdy piłka była dobrze zagrana w pole karne, jednak nikogo tam nie było. Dlaczego? Bo albo Banaszak był na skrzydle, albo Chorwat znajdował się przed „szesnastką”. Sorry, ale mimo wszystko jakieś ramy taktyczne obowiązują również napastników.

Jeżeli chodzi o taktykę – kolejny mecz pokazuje, że grając dwójką Kristo- Kazimierowicz w środku pola, nie możemy wychodzić dwójką napastników. Mówiąc wprost – dwóch defensywnych zawodników (jeden bardziej, drugi mniej), nie będzie kreować gry ofensywnej. Oczywiście, Kaziemierowicz oraz Kristo są w stanie zagrać dwie, trzy prostopadłe piłki, jednak w ciągu 90 minut, jest to za mało. Kto powinien zagrać w środku? Biorąc pod uwagę, jak trener Mroczkowski uparcie stawia na taktykę 4-4-2, dałbym szansę w środku pola Danielowi Mące.
Zanim mnie wykpicie (wiem, że to nastąpi), zobaczcie – Daniel, występując na skrzydle, ma siły na 60 minut spotkania, gdy występuję w ataku, też po godzinie gry „pada fizycznie”, bo często cofa się do środka pola, by pomóc rozegrać piłkę. Skoro były zawodnik Polonii, nie wytrzymuje trudów gry na skrzydle, a ma umiejętności, pozwalające przetrzymać piłkę oraz zagrać na jeden kontakt i wypuścić napastnika na wolne pole, to czemu z tego nie skorzystać? Mam wrażenie, że szkoleniowcowi, brakuje czasami tego, co miał Franz – ryzyka (zjecie mnie po raz drugi). Ostatni pobyt Smudy u nas był, jaki był, jednak starał się znaleźć optymalną pozycję dla piłkarzy. Mąką w środku, czy to na „8”, czy na „10”, wydaje się optymalnym rozwiązaniem. Stawianie go na skrzydle, w aktualnej dyspozycji fizycznej, jest mimo wszystko krzywdzeniem tego gracza.

Drugim piłkarzem „krzywdzonym” przez trenera, jest Kamiński. Biorąc pod uwagę, jego aktualną dyspozycję, najlepszą pozycją dla niego jest miejsce w busie powrotny do domu loża VIP na naszym stadionie. Tam nikogo nie doprowadzi do szału, chyba że wyleje na kogoś zupę czy też gorącą herbatę, czego wykluczyć nie mogę. Nie chcę się nad nim pastwić, jednak Bartosz Pietrzak słusznie zauważył jedną rzecz na Twitterze.

Mam nadzieję, że mecz w Pruszkowie, miał być spotkaniem ostatniej szansy dla Kamińskiego. Jeżeli w następnej kolejce Kamiński, choć na chwilę pojawi się na boisku, będzie to oznaczało, że pod względem faworyzowania niektórych piłkarzy, trener Mroczkowski nie różni się od Smudy czy Cecherza. Zwłaszcza że szkoleniowiec potrafi posadzić na ławce Michalskiego, który nie spełniał zadań taktycznych. Kamiński, któremu piłka przeszkadza w grze, jest pod parasolem ochronnym. Szczerze – nie interesuje mnie jak prezentuje się na treningach, jak bardzo jest pracowity. Jeżeli w trakcie meczu gra słabo, nie po raz pierwszy a trzynasty, to powinien odpocząć od gry.

Szkoleniowiec swoimi zagraniami taktycznymi potrafił nam wygrywać spotkania. Tę porażkę, w moim odczuciu, można zapisać na konto trenera. Abstrahując od wystawienia Kamińskiego, zastanawia mnie późne wpuszczenie Zuziaka. Tak jak jestem w stanie wybaczyć trenerowi posadzenie go na ławce, gdyż Słowak nie raz udowadniał, że lepiej wchodzi w mecz, gdy gra na zmęczonego rywala, tak wpuszczenia go, tak późno nie zrozumiem. Nikt nie jest nieomylny, trener Mroczkowski też popełnia błędy, mam jednak wrażenie, że gdy przeanalizuje mecz ze Zniczem, wyciągnie odpowiednie wnioski.

Mecz z Bełchatowem, który miał dać naszym zawodnikom nadzwyczajną pewność siebie, okazuje się, był meczem, który nas wypompował. To, że brakuje naszym zawodnikom paliwa widać gołym okiem, pewnie wpływ na to miał krótki okres przygotowawczy, jednak nie tylko szeroko pojęta fizyczność jest problemem. Mamy powtórkę sprzed ostatnich kilku sezonów, gdy jedna pechowa porażka załamywała piłkarzy. Nie wiem, czy zawodnicy spalają się mentalnie, gdy przychodzi cięższy okres, jednak nie powinno nas to obchodzić. Porażka jest wpisana w zawód piłkarza, więc jeden przegrany mecz, nie powinien siać takiego spustoszenia w głowach naszych piłkarzy.

Czy gdybyśmy wygrali, oddźwięk tego tekstu byłby inny? Pewnie tak, choć zapewne tylko delikatnie inny. Szczęście w nieszczęściu, że wyrobiliśmy sobie przyzwoitą przewagę nad resztą stawki i listopadowa seria nie zepchnęła nas poza pierwszą czwórkę. Mimo mrozu za oknem zima w Łodzi musi być gorąca. Tak jak kobieta, która robi czystkę z ubrań, które są na nie za małe, tak i działacze muszą zrobić czystkę z piłkarzy, którzy są za słabi na Widzew. I nie tylko ten drugoligowy, ale i przyszły, pierwszoligowy. Bo przez krótkowzroczne patrzenie w przyszłość, już kilka razy doświadczaliśmy sportowej stagnacji. A kto jak kto, my na historii powinniśmy się uczyć.

 

Łukasz Karpiak

 

fot. dzienniklodzki.pl

4 thoughts on “Znicz poparzył Mroczkowskiego – kilka zdań po mecz Znicz – Widzew”

  1. Mamy takiego chłopaka w rezerwach, Kacper Falon się nazywa, typowy zawodnik, który jak zostanie obdarzony zaufaniem, to spełnia swoją rolę co najmniej dobrze. Nie wiem czemu nie gra, może sodóweczka, może coś napyskował Mroczkowskiemu i ten się na niego uwziął…nie wiem. Ale idealnie by pasował do rozwiązania przez ciebie Karpiu podanego. 2defensywnych środkowych, nad nimi Falon. Skrzydła Gutowski i raczej Mąka, bo Michalski oprócz liczb zbytnio grą się nie broni. Wtedy zmęczonego Mąkę właśnie ten Michalski mógłby zmienić, no albo Zuziak, który coś tam jednak ogarnia.
    W ataku niestety nie wiem na kogo można by postawić…wolę młodego Banaszaka niż przepłaconego Chorwata.

    Kamiński niech sobie przez ten tydzień z rezerwami potrenuje, bo to chyba jego poziom, aczkolwiek patrząc na jego wyczyny z rezerwami ŁKS, to chyba też zbyt wysoki poziom.

    Co do pożegnań i wzmocnień w zimowym okienku. Priorytetem powinno być zatrudnienie dyrektora sportowego i tu pełna zgoda. Niby kasę gdzieś zaoszczędzoną mamy, więc zamiast zatrudniać kolejnych Pauliusów, Kwantalianich, Kamińskich itd. może warto sypnąć groszem i wyrwać z Płocka Masłowskiego? To chyba lepsza inwestycja niż kolejni paralitycy, których pewnie przed transferem nikt nie oglądał. Od kilku okienek transfery wyglądają jak robione na ślepo. Znajomy menadżer kogoś podeśle, powie że jest dobry, no to go bierzemy. Pod względem charakteru też nikt ich nie ocenia…za dużo wtop transferowych mamy, skoro trzon drużyny to goście co grają tutaj od III ligi i ledwo z niej się wyczłapali.
    Zima na pewno będzie ciekawa.

    1. Co do Falona – sodówka i lepiej dla niego jak i dla Widzewa, żeby jednak się pożegnał z nami.

      Masłowski – marzenie, sam mówił, że pewnie trafi do nas, jednak aktualnie jest raczej nie do wyciągnięcia, niestety.

  2. Bardzo fajny artykuł, czytałem potakując głową. Mam podobne odczucia.
    Kamiński od samego początku nie podobał mi się, cieszyłem się gdy Marcin Kozłowski wrócił do 11. Dałoby może nie warto od razu skreślić, może warto podjąć jeszcze jedną prośbę i spróbować zapanować nad jego głową. Chłopak niewątpliwie ma talent.
    Taki Adam Radwański fajnie wyglądał, ciekawe czy dziś zbierałby pochwały czynegatywne opinie.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.