Wisła upada, zmieńmy więc przepisy by kluby przestały się zadłużać.

Wszystkie serwisy sportowe w ostatnich dniach żyją Wisłą Kraków. Nie ma dnia, żeby nie pojawił się artykuł o nowych właścicielach, przewidywaniach co do przyszłości „Białej Gwiazdy” czy też nie została wrzucona informacja o SMS-ie od Adama Pietrowskiego. Ogólnie – dzień bez Wisły, dniem straconym.
 

Nie ma co się dziwić. Utytułowany klub już nie ma gruntu pod nogami i tak naprawdę, niczym Kojot z bajki Warner Brothers, za chwilę spojrzy w dół i zacznie spadać w przepaść. Oczywiście, być może pojawi się nagle jakiś poważny inwestor, który rzuci linę ratunkową dla Wisły, choć trzeba liczyć się z tym, że Wisły w przyszłym roku nie będzie w elicie. Jak do tego doszło nie wiem? Rozpasanie finansowe, częste zwalnianie trenerów, przekraczanie budżetu transferowego na pewno nie pomogło Białej Gwieździe stworzyć stabilnego klubu.

Do pewnego momentu zarząd Wisły dobrze tuszował problemy finansowe. A to zdjęcie mąki na wadze przed meczem z Legią, a to Tweet-up z kibicami, rozmowy prezes Sarapaty na Twitterze z kibicami – wszystko wskazywało, że jest z klubem nieźle. Jednak, jak to w wypadku sztuczek iluzjonistów, często jedna ręka ma odciągać wzrok od tego, co się dzieje w drugiej ręce. Właśnie w tej ukrytej przed oczami fanów kończynie działo się najwięcej – nieudolne gaszenie pożaru w kasie klubowej, mamienie władz miasta ze spłatą należności, tuszowanie milionowych długów.

Sztuczka udała się, bo publiczność w erze Cupiała nie zetknęła się z iluzją. Gdy w końcu przejrzała na oczy i zobaczyła, że wszystko jest kłamstwem, było już za późno. Człowiek Roku – Marzena Sarapata zniknęła, Vanna Le jest nieuchwytny, tylko Adam Pietrowski wyskakuje co chwila, niczym królik z kapelusza. Facet ma swoje pięć minut i jeżeli jest wystarczająco inteligentny, może na tym dużo zyskać. Na ten moment, znajomy Zbigniewa Bońka, agent Radosława Matusiaka, człowiek znikąd jest największym wygranym tego festiwalu kłamstw i uników.

Wisłą nie jest jedynym klubem, który nie płaci. Arkadiusz Onyszko powiedział: Gdy odchodziłem z Polski to nie płacili, gdy wróciłem to też nie płacą, to nienormalne. Można teraz dopisać do tych słów, że po zakończeniu kariery piłkarskiej przez Onyszkę, kluby też nie płacą. Choroba finansowa istnieje w naszej piłce od ponad dwudziestu lat i nie widać, by coś zrobiono w kwestii naprawienia tej sytuacji. Jest co prawda Komisja Licencyjna, która weryfikuje stan finansów w klubie, wlepia punkty karne, ale bądźmy szczerzy – jeżeli Wisła, będąc w tragicznej sytuacji finansowej, otrzymała licencję na grę w ekstraklasie, to każdy może ją dostać. Czy da się to zmienić? Oczywiście, ale trzeba mieć odwagę, by wprowadzić rygorystyczne przepisy, zamiast bawić się w ustalanie, ile młodzieżowców ma przebywać na boisku w trakcie meczu ligowego.

3 miesiące – tyle czasu klub musi nie płacić, by piłkarz mógł złożyć pismo o rozwiązanie kontraktu z winy klubu. 3 miesiące bez pensji! I nie obchodzi mnie to, że ktoś powie „piłkarze tyle zarabiają, że im to nie robi różnicy”. Może i nie, jednak ktoś podpisał się pod kwotą zarobków na umowie i trzeba się z tego wywiązać. 90 dni bez wpływu na konto naprawdę może zrobić różnicę w domowym budżecie, niezależnie czy zarabia się dwa tysiące złotych, czy sto tysięcy złotych. Umowa to umowa, trzeba ją respektować pod każdym względem. Zresztą, wbrew pozorom, nie jest tak łatwo po tych trzech miesiącach złożyć pismo do PZPN-u o rozwiązanie umowy. Nie chodzi o to, że procedura jest skomplikowana, ale o kwestie psychologiczne. Ciężko być tym pierwszym czy drugim, który chce rozwiązać kontrakt w zespole, w którym koledzy też nie dostają przelewu. Ciężko wychylić się i powiedzieć „pierdziele, skoro nie płacą, to odchodzę”. Cała szatnia czeka na pieniądze i na dalszy rozwój wypadków, a ja się wyłamię? Serio, ciężko być tym pierwszym, który zrobi ten drastyczny krok.

Jak to rozwiązać? Zmienić kompletnie przepisy. Klub spóźnia się z płatnością wynagrodzeń 30 dni? Punkty karne zależne od tego, ilu piłkarzy nie dostało w terminie wypłaty. Przelewy nie wyszły do 20 zawodników – 20 punktów karnych. Gdy drugi raz w sezonie przydarzy się takie opóźnienie – degradacja. Nie płacisz kontraktów, nie stać Cię na to? Nie grasz w ekstraklasie. W momencie, gdy powtarza się to w I lidze, to też po drugim opóźnieniu jesteś degradowany, ale już o dwie ligi. I tak do skutku. Albo kluby nauczą się płacić terminowo wynagrodzenia, albo będziemy przez następne 20 lat widzieć kolejne kluby, które nie mogą wygrzebać się z długów. Chcemy gonić piłkarską Europę, mamy piękne stadiony, a organizacyjnie jesteśmy w czasach chwilę po PRL-u – wszystko na udo. Albo się udo spiąć budżet, albo nie udo.

Możliwe, że jedna zmiana w przepisach, wymusiłaby kompletnie inne podejście klubów do rynku transferowego. Pensje piłkarzy musiałaby być obniżone, tak by budżet zaczął się spinać. Zamiast sprowadzać doświadczonych, ale przeciętnych piłkarzy z zagranicy, starano by się szukać młodych piłkarzy, by ich promować i następnie sprzedawać. Może kluby bardziej skupiłyby się na rozwoju akademii? Co prawda to są moje domysły, jednak pewne jest, przynajmniej w moim odczuciu, że każda wydana złotówka, byłaby dobrze zaplanowana. Wątpię, by jakikolwiek klub zakładał w budżecie awans do fazy grupowej europejskich pucharów, gdy trzeba przejść kilka rund, liczyć na udane losowanie i dobrą formę swoich piłkarzy. I to by było dobre podejście – przeszacowanie swoich zysków, skończyłoby się opóźnieniem w płatnościach a te degradacją, więc każdy by patrzył REALNIE na to, co może się stać za kilka miesięcy.

Być może taki przepis spowodowałby, że kilka zasłużonych dla polskiej ligi klubów, dosyć szybko pożegnałoby się z ekstraklasą. Przykład Widzewa, ŁKS-u, Pogoni pokazują, że można się uczyć na błędach, prowadzić klub i mieć jeszcze zapas gotówki w kasie. Wystarczy chcieć i robić to z głową. Dzisiaj piłkarze, trafiając do Łodzi czy do Szczecina, nie muszą martwić się, czy wypłata wpłynie, czy też nie, tylko mogą zająć się grą. W ekstraklasie nie jest to normą i to jest chore.

Chciałbym za kilka lat ujrzeć całą ekstraklasę „zdrową”, wypłacalną, z piłkarzami, którzy zarabiają godnie i adekwatnie do swoich umiejętności. Sytuacja, która teraz jest w Wiśle, powinna wszystkim kibicom uzmysłowić, jak szybko ze szczytu finansowego można stoczyć się pod kreskę. Ba, to co się dzieje w ostatnich dniach pokazało nam, że kibic w potrzebie jest w stanie uwierzyć w mitycznego członka rodziny królewskiej z Kambodży, byle klub nadal miał szansę na przetrwanie. Coś, co na pierwszy rzut oka wydawało się tak surrealistyczne, że nikt nienaćpany LSD nie byłby w stanie tego wymyślić, dla wielu kibiców było ostatnią deską ratunku. Wszystkich przerosło to, co spotkało Wisłę. A najgorsze najprawdopodobniej jeszcze nie nastąpiło.

Jeżeli wprowadzenie tak restrykcyjnych przepisów nie jest możliwe, to przynajmniej zlikwidujmy „prawdopodobny zysk z transferów”. Wisła ustaliła, że sprzeda Sadloka za 800 tysięcy euro i choć wydaje się to nierealne, ciężko udowodnić, że tak nie będzie. Bo jak udowodnić, że dany klub nie sprzeda danego piłkarza za jakąś kwotę (chyba że ktoś powie, że sprzeda przykładowo Pitrego za 30 milionów euro, wtedy łatwo to storpedować). Zróbmy cokolwiek, by kluby zaczęły płacić regularnie pensje swoim pracownikom. To jest podstawa, a my zaczęliśmy budować potęgę naszej piłki od renowacji stadionów. Wymieniliśmy szafki w mieszkaniu, zostawiając dosyć stare, śmierdzące panele i kilka innych brzydkich rzeczy na środku mieszkania, nie bardzo wiedząc, jak wszystko odświeżyć i dostosować do zachodnich standardów. I tak nam ta piłka powoli kiśnie od brzydkiego zapachu już kilkadziesiąt lat…

 

Łukasz Karpiak

 

Fot. Wislakrakow.com

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.