Wielowątkowość – kilka tysięcy słów o przyszłości Widzewa od Witka.

Wielowątkowo, czyli o drugim najdłuższym kryzysie medialnym w klubie i co ma do tego nasz zbawca Murapol, o ewentualnym przyszłym dyrektorze sportowym, o finansach Widzewa – dlaczego trzykrotny udział w rozgrywkach Ligi Europy UEFA w pierwszych 10 latach pobytu w ekstraklasie uznam za sukces oraz dlaczego w najbliższych latach nie powtórzy się Wielki Widzew ani Widzew 1996 roku.

Zaczynamy.

Spóźnione, ale szczere życzenia z okazji nowego 2019 roku. Najlepszego!
I choć za nami dopiero (albo już) 19 dni nowego roku kalendarzowego, globalne noworoczne postanowienia zdają się tak odległe. Osiedlowe siłownie opustoszały po noworocznym boomie a gluten ponownie pojawił się w diecie.
A co w świecie łódzkiej ‘czerwonej’ piłki? Za nami 18 długich dni nowego widzewskiego roku kalendarzowego, które (według mnie) nie należały do przyjemnych. Ze świecą było szukać pozytywnych wiadomości, które przykryłyby pasmo niepowodzeń z końca 2018 roku. Bo tylko mocne, dobre newsy, wiadomości dające nadzieję oraz wiarę przykryłyby kurzem 3 punkty zdobyte w 5 ostatnich meczach 2018 roku, odwróciłyby uwagę od kłótni w Akademii, co finalnie doprowadziło do powstania dwóch obozów poparcia, oraz wytłumiłyby niesnaski na klubowej Wigilii. Widzew to ciągłe organizacyjne tarcie. Pokazało to pierwszych 14 dni stycznia, które świadomie bądź nie, ukazały zespół pewnych niekompetencji oraz odsłoniły słabość wewnętrznych struktur – słabość spowodowaną wielomiesięcznymi zaniechaniami administracyjnymi w odbudowującym się Widzewie. Zawodziła komunikacja, zawodziło wyczucie, zawodziło poczucie smaku. Pasmo nieszczęść, które rozpoczęło się już po meczu z Ruchem Chorzów ‘umiejętnie’ przeciągnięto do pierwszych 2 tygodni nowego roku. Poszukiwanie prezesa na Pracuj.pl, sprzedaż zawodników za pośrednictwem maila, delikatny niesmak, gdy trener Mroczkowski zakazuje gry Widzewiakom w charytatywnym meczu ‘Gwiazdy na Gwiazdkę’, czy finalnie olbrzymie zamieszanie z transferem Adama Radwańskiego…

Sporo skumulowanych nieszczęśliwych wypadków jak na pierwsze 14 dni. Wypadków, które dało się kontrolować.
Zacznę od decyzji Mroczkowskiego, która jest decyzją logiczną i zrozumiałą. Trener uzależniony jest od wyników, a te gwarantują zdrowi zawodnicy. Strach i widmo kontuzji mogą sparaliżować przygotowania do naszego sezonu, absencja gracza może wymusić zmiany personalne i taktyczne, które oddalą nasz Widzew od upragnionego awansu do 1 ligi. Jednak z drugiej strony można było zobaczyć występ organizatora gali Macieja Rybusa, którego talent i umiejętności piłkarskie są wyceniane wyżej niż umiejętności naszych pupili. Umiejętności, za które zawodnik Lokomotivu pobiera duże pieniądze. Pokuszę się nawet o opinię, że wartość rynkowa Rybusa oraz jego miesięczne uposażenie przewyższają całą wartość naszego teamu. Nie chcę przekonywać nikogo do swoich racji, ale piłka nożna, oprócz wartości biznesowej niesie ze sobą wartość społeczną skumulowaną choćby w turnieju charytatywnym. Jeśli chodzi o potencjalną kontuzję, to osiedlowe hasło głosi „jak ktoś ma pecha to i w dupie palec złamie”.
Nie mniej jednak, rozumiem trenera Mroczkowskiego. Jego głowa w zamian za przysłowiowy palec…A wystarczyło wysłać zawodników, którzy nie stanowią o sile Widzewa.

Oferta pracy dla prezesa na pracuj.pl? Byłem nią totalnie zaskoczony. Z dwóch powodów. Pierwszy – to działanie ‘innowacyjne’ ponieważ nie słyszałem do tej pory by klub rekrutował osobę z zewnątrz na tak ważne stanowisko za pośrednictwem otwartej oferty. Powód drugi – jest dla mnie trudniejszy do przełknięcia. Widzew od początku swojego odrodzenia stawia na zbudowanie potężnego środowiska biznesowego. Olbrzymie liczby reklamodawców, materiały promocyjne na stronie oficjalnej dają obraz obopólnej relacji partnerskiej, gdzie ‘macki’ biznesowe sięgają daleko i głęboko. Jednak w momencie ‘biznesowego ruszenia’ jakim jest poszukiwanie nowego prezesa, klub biznesu w mojej ocenie zawiódł. Szukam możliwych rozwiązań takiego stanu rzeczy:
a) klub, po określeniu kompetencji przyszłego prezesa, wysłał zapytanie do parterów biznesowych, czy w ich szeregach lub ich dalszych znajomościach są osoby, które spełniają wytyczne klubu. Oficjalne poszukiwania prezesa na portalu pracuj.pl określiły zasoby logistyczne partnerów biznesowych i negatywnie zweryfikowały pokłady klubu biznesu.
b) klub nie wysłał takiego zapytania do klubu biznesu. Stąd poszukiwania na pracuj.pl

Widzew prezentuje siebie jako biznes kompetentny, pragnący podbić skostniały świat polskiej piłki. Trzymam za to kciuki a samemu jestem fanem widzewskiego ‘fake it till you make it’. Niestety otwarte zapytanie o kandydata za pośrednictwem pracuj.pl doprowadza do dysonansu poznawczego, który nakazuje zadać pytanie o zasoby ludzkie klubu, o kompetencje, o czucie brandu, o umiejętności negocjacyjne oraz o relację Widzewa ze sponsorami. Choć wcześniej nigdy nie czułem by Widzew budował relacje transakcyjne, dziś pytanie o relacje ludzkie w kontaktach ze sponsorami pozostaje bardziej niż zasadne.

No i jeszcze to nieszczęsne zamieszanie z Adamem Radwańskim, gdzie nasz klub nie chce, lub nie czuje się na siłach by wyprostować nieścisłość powstałą po stronie Wisły Płock (źródło: https://soundcloud.com/towarzystwo-sportowe/sportowesniadanie15012019).

Klub z Płocka miał wydać zgodę na przyjazd naszego ‘nowego’ zawodnika, problemy nastąpiły w płockiej wewnętrznej klubowej komunikacji, ale opieszałość i problemy z widzewskim PR uderzyły w naszą społeczność i klub, który kochamy. Powtórzę: opieszałość i problemy z klubowym PR wysłały w polski świat futbolu informację o naszym widzewskim braku profesjonalizmu w przeprowadzaniu transferów. I choć nie ma w tym cienia widzewskiego błędu, brak jakiejkolwiek reakcji od jednego z dwóch dyrektorów PR pozwolił na przyklejenie nieprzychylnej, negatywnej ‘łatki’.

O ile transfer Adama Radwańskiego to łatka niesprawiedliwa, to brak komunikacji między ‘działami’ prasowym i PR wymaga bardzo szybkiego uregulowania. Z boku można wywnioskować, iż toczy się wewnętrzna gra o miano ‘największej wtopy’.

Przez grzeczność nie wspomnę o komunikacie prasowym dotyczącym Zdzisława Kapki. W moim odczuciu, pozytywne rozprawienie się z trudną i mało komfortową umową Zdzisława Kapki zostało zniweczone przez brak transparentnego komunikatu, o którym kibice Widzewa powinni wiedzieć. Przez grzeczność nie wspomnę, że półprawda nie jest idealnym sposobem na budowanie szczerych relacji.

Sprawa z Mirosławem Leszczyńskim, kiedy pracownik klubu zwolniony jest 2 godziny po oficjalnej prezentacji ukazuje apogeum chaosu organizacyjnego, do którego przyczynia się brak wyobraźni, brak poczucia estetyki biznesowej, brak komunikacji między ‘działami organizacyjnymi’ Widzewa. Działami, które są niepodległe od ponad 7 miesięcy.Tym niemiłym akcentem musimy cofnąć się do czasu działania Murapolu, czyli sponsora, który zastał Widzew drewnianym a zostawił…

Mówi się, że czas leczy rany. W przypadku Murapolu i Widzewa czas nie tylko nie wyleczył ran, ale je wręcz pogłębił. Prowadząc podcast ‘Rozmowy Tylko Sportowe’ bardzo często poruszałem temat rozbudowy struktur Widzewa. Wierzyłem, że Murapol był idealnym kandydatem do wprowadzenia administracyjnych struktur, podzieleniem się wiedzą i otworzeniem przed Widzewem siatki biznesowo-profesjonalnych kontaktów. W zamian otrzymywałem informację o Michale Sapocie, który namawia inne firmy do przesyłania finansów na klub. I choć, co pokazuje przykład Legii Warszawa, pieniędzy nigdy mało, wciąż czekałem by Murapol wprowadził własne zasady, dzięki którym otrzymałbym spójny przekaz i obraz klubu. Przekaz, w którym działania są planowane, w którym komunikacja jest dopasowana i oddaje pomysł na klub. Choć mijały tygodnie, postępów w pracy administracyjnej było niewiele. Gdy w przerwie zimowej otrzymałem dwie wiadomości o transferach administracyjnych do klubu w postaci samego Michała Sapoty oraz Marcina Tarocińskiego, szczerze się ucieszyłem. Wierzyłem, że obecność tych dwóch panów pozwoli klubowi wejść organizacyjnie poziom wyżej. Nie od dziś wiadomo, że „oko pańskie konia tuczy”. Pozwoliłem sobie nawet na pamflet pochwalny na cześć nowych nabytków.

Pomimo kilku znaków zapytania (Murapol i Sapota oraz pokłosie ich pracy w Podbeskidziu, Marcin Tarociński i szata graficzna oraz szablonowe pomysły ToyaTV), określiłem ich jako największe wzmocnienia Widzewa…po czym dokument umieściłem w zapomnianym przez Boga folderze. Kolejne miesiące utwierdziły mnie w słuszności podjętej decyzji. Widzew organizacyjnie nie imponował. Brak dopływu świeżych kadr odbił się na rozwijającym się kanale WidzewTV. Poprawny, stonowany kanał z każdym dniem łudząco zaczął przypominać kanał Toya TV. Racjonalny powód? Nie brak świeżej krwi, czy brak nowych pomysłów, a ograniczenia techniczne – to wszystko spowodowane było brakiem środków finansowych. Skoro nie ma i nie było pomysłu na struktury klubu, po co inwestować pieniądze w wolny elektron WidzewTV?

Minęła zima, minęła wiosna a pod koniec rundy dowiedzieliśmy się, że Murapol nie wykupi Widzewa. Przypomnę, że deweloper ‘władał’ (a co za tym idzie blokował rozwój) naszym klubem przez niemal 1 rok co w tamtym czasie stanowiło 1/3 naszego nowego widzewskiego życia. Efekty i dziedzictwo tamtego panowania widzimy do dziś.
Nasz klub w trybie ekspresowym awansował do 2 ligi. Krótkie lato nie było dobrym terminem na układanie struktur, ledwo co starczyło czasu na ułożenie nowego budżetu i przeprowadzenie transferów przychodzących.
Były prezes Widzewa, Przemysław Klementowski, odzyskawszy władze w klubie, wykorzystał piłkarska jesień do umocnienia pozycji Widzewa w tabeli 2 ligi, niestety kosztem energii potrzebnej do uporządkowania swojego administracyjnego ‘królestwa’. Efekt? Dymisja prezesa wywołała lawinę niefortunnych zdarzeń i doprowadziła do drugiego najdłuższego kryzysu wizerunkowego w annałach nowego Widzewa (pierwszy kryzys: zamierzchłe czasy trenera Tomasza Muchińskiego, który publicznie uderzał w zawodników oraz swojego poprzednika, samemu nie widząc swojej winy).

Niemoc administracyjną do tej pory przesłaniała nam co tydzień gra ukochanej drużyny. Po jesiennych bitwach jednak opadł kurz a nasza kibicowska uwaga skupiła się na sprawach równie ważnych jak sobotni wynik meczu. Transfery, zmiany. I nagle dla wielu osób stało się jasne, że choć król nie jest nagi…to chodzi w łachmanach.

Na szczęście w klubie jest lustro i zauważono, że królewska czerwień mocno wyblakła.
W poniedziałek ma zostać przedstawiona nowa struktura klubu. Czy zostaną z imienia i nazwiska przedstawione nowe osoby, które będą odpowiedzialne za nowe szaty widzewskiego króla? Zobaczymy w poniedziałek.

A co wiemy już dziś?

Słychać, że klub zaczyna uzupełniać działy (https://www.przegladsportowy.pl/pilka-nozna/nizsze-ligi/widzew-lodz/prezes-widzewa-remigiusz-brzezinski-robimy-porzadki-wywiad/8k4sv8d). Teoria budowania firmy mówi o 4 działach: HR, marketingu, księgowości i dziale operacyjnym. Zobaczmy więc jak klub wypełnia luki w powyższych działach.

Prezes:
Duży znak zapytania.

Marketing:

Paweł Barański – nowy kierownik oficjalnego sklepu Widzewa oraz e-sprzedaży odpowiadał za funkcjonowanie oficjalnego sklepu Widzewa, sklepów patronackich oraz sklepu internetowego. ( https://widzew.com/-/widzew-zatrudnil-kierownika-oficjalnego-sklepu-klubowego)

Ewelina Dadasiewicz-Studzińska – nie wiem, gdzie umieścić kandydatkę. Za pośrednictwem swojego kanału twitterowego Janekx89 przedstawia panią Ewelinę jako przyszłego prezesa Widzewa, natomiast środowisko uważa, że będzie to przyszły szef naszego marketingu.

Dział sportowy:

Piotr Kosiorowski oraz Weber ? Łukasz Masłowski. Internet huczy od dywagacji już nie, czy, a kiedy Łukasz Masłowski obejmie stery dyrektora sportowego w naszym klubie. Po raz kolejny z pomocą przychodzi niezawodny informator twitterowy janekx89 który informuje: „W ostatnią niedzielę przekazałem informację o odejściu z Wisły Płock dyrektora sportowego Łukasza Masłowskiego. Nowym miejscem pracy dla niego będzie drugoligowy Widzew Łódź(…)Aktualnie za politykę transferową Widzewa odpowiada Piotr Kosiorowski. Prowadzi on rozmowy z piłkarzami i ma stworzyć od podstaw sieć skautingu. Do końca poprzedniego roku pełnił rolę dyrektora sportowego Pogoni Siedlce. Po oficjalnym podpisaniu umowy przez Masłowskiego rola Kosiorowskiego zostanie ograniczona. Będzie wspierać w działaniach popularnego „Masło”, wyszukując zawodników. Zatrudnienie tej osoby i ogłoszenie tego faktu przez klub oficjalnie ma być pierwszym krokiem do profesjonalizacji pionu sportowego w Widzewie” (źródło: https://zagranie.com/janekx89-karol-swiderski-uruchomi-transferowa-lawine-w-europie/).

Ponieważ oficjalnej prezentacji jeszcze nie było, pozwolę sobie jednak na pewną dywagację dotyczącą losów Widzewa, jeśli Łukasz Masłowski przejmie funkcje dyrektora sportowego w Widzewie. Zacznę od podziału, który pomoże zrozumieć finanse oraz strategie budowania zespołów. Na świecie są tylko 3 rodzaje klubów. Ferran Soriano, obecny CEO Manchesteru City, dzieli je na:
a) kluby hegemoni – kluby z najwyższymi budżetami, z najprężniejszymi sponsorami, z największymi obrotami i najwyższymi zarobkami dla piłkarzy. Nie jest niespodzianką, że najlepsi piłkarze to ci, którzy dostarczają najwyższy poziom sportowy w każdym spotkaniu. A co za tym idzie, są najlepiej opłacani.
Można tu zaliczyć Manchester City, Chelsea, United, Real, Barcelonę, PSG, Juventus, Bayern
b) kluby pragnące zdominować swoją ligę pod względem sportowym i finansowym. Można posłużyć się tu przykładem Portugalii (Porto, Benfica), Holandii (PSV, Ajax) czy do ery przedkatarskiej kiedy w lidze francuskiej liczyły się OL czy Marsylia. Na naszym podwórku w tej kategorii umieściłbym Legie i Lecha.
c) kluby pragnące utrzymać status quo i nie spaść z ligi.

Kategoria klubu determinuje strategię zarządzania. Widzew, choć jeszcze nie dziś, ma szanse by być klubem kategorii B. Co to może oznaczać dla nas kibiców? Jakość transferów oraz dużą rotację w składzie. Spieszę z wytłumaczeniem. Zacznę od przykładu Olympique Lyonnais, czyli zespołu, który na długie lata zdominował swoją ligę oraz osiągał dobre wyniki w lidze mistrzów. Zanim PSG zostało przejęte przez Qatar Sports Investment, OL totalnie zdominował ligę francuską. Swój sukces terytorialny osiągnął dzięki dobrze zdefiniowanej strategii, która pozwoliła klubowi zwiększyć przychody z 116 milionów euro (2005) przez 211.6 w (2008) do 192 milionów (2009). Sportowa dominacja na lokalnym podwórku wynikała ze strategii skupowania najlepszych piłkarzy z ligi francuskiej i sprzedawania ich do silniejszych lig (https://www.transfermarkt.com/olympique-lyon/alletransfers/verein/1041).

Kolejny przykład do FC Porto. Klub kategorii B, który nie zarabia pieniędzy. Budżet klubu przynosi straty, które wynikają z przyjętej strategii. Portugalska drużyna to okno wystawowe dla silniejszych klubów a coroczne transfery wychodzące pokrywają duże różnice w budżecie (https://www.transfermarkt.com/fc-porto/alletransfers/verein/720). Porto kupuje obiecujących zawodników drugiej kategorii, ogrywa ich przez kilka sezonów, dzięki występom w europejskich pucharach zawodnicy stają się rozpoznawalni po czym są sprzedawani dalej.

Jest jeszcze jedna wspólna cecha łącząca OL i dominatorów ligi portugalskiej. Podejście do występów w europejskich pucharach. Celem klubów jest wyjście z grup eliminacyjnych i uczestniczenie w wiosennych grach UCL. Czas ten wykorzystany jest do zarabiania pieniędzy oraz wypromowania zawodników do transferów wychodzących. Pomimo wygrania UCL przez FC Porto oraz dojścia do półfinału przez OL, kluby te nigdy nie zmieniły swoich strategii, swojej wizji budowy klubu i pozycji w europejskiej piłce. Zarządy klubów wiedzą, że walka o globalną hegemonię w piłce nożnej oznacza podniesienie budżetu o co najmniej 4 krotność obecnych obrotów, co dla OL i FC Porto jest nie do przeskoczenia. Reasumując: kluby kategorii B walczą o mistrzostwo swojego kraju a występy poza fazą grupową UCL traktują jako dodatek do sezonowej przygody.

Sevilla FC przyjęła strategię bardzo podobna do klubu z Portugalii. By zwrócić uwagę większych klubów na swoich zawodników, klub z Andaluzji potrzebował sukcesów sportowych. Dzięki mądrej pracy ówczesnego dyrektora sportowego, Ramóna Rodrígueza Verdejo znanego potocznie jako Monchi, Sevilla FC sięgnęła po Puchar UEFA, Ligę Europy oraz Superpuchar. Sevilla podjęła ryzyko związane z ciągłością wygrywania i…zmieniła model strategiczny klubu, co w dłuższej perspektywie okazało się szkodliwe dla klubu.

I tu pojawia się ponownie osoba dyrektora sportowego Widzewa. Domniemana osoba Łukasza Masłowskiego określa strategię klubu na najbliższe lata i sposobu w jaki będzie funkcjonował. Narażę się na Wasz gniew, ale patrząc w dniu dzisiejszym na Widzew i jego struktury oraz sposób pozyskiwanie finansów na dalszą działalność, nie widzę możliwości skutecznej finansowej rywalizacji z Legia czy Lechem o miano 3 siły w ESA. By skutecznie rywalizować o miano najlepszej drużyny potrzebne są olbrzymie zasoby finansowe.

Generalny opis finansów w futbolu znajdziecie w tekście Moniki Płaczkowskiej „Jak to jest z tym ryzykiem finansowym w klubach piłkarskich?”. Do bardzo ciekawego tekstu należy dodać dwie rzeczy. Pierwsza to kategoria klubu, o której wspomniałem wcześniej. Druga to często pomijany fakt, jak finanse i sprawozdania finansowe klubu informują nas o celach, ambicjach włodarzy. W łódzkich realiach nasz klub mógłby pozyskiwać fundusze z następujących źródeł:
– zwiększenie kapitału własnego
– bilety i karnety
– catering stadionowy
– tzw. merchandising czyli sprzedaż pamiątek
– prawa telewizyjne / WidzewTV
– sponsorzy
– giełda
– Stowarzyszenie kibiców
– działania finansowe w samym klubie ( a)zmniejszenie kosztów przy utrzymaniu tych samych przychodów b) zwiększenie przychodów przy utrzymaniu tych samych kosztów c) zmniejszenie kosztów i zwiększenie przychodów np. poprzez podniesienie cen)
– sale konferencyjne
– eventy
– biura (usługi)
– transfery wychodzące.

Rozprawmy się z pewnymi scenariuszami finansowymi. Widzew operuje na 18 tysięcznym stadionie, który jest wypełniany do ostatniego miejsca. Całkowite wypełnienie stadionu dla managera oznacza dwie powiązane prawidłowości. Pierwsza to duża suma w budżecie. Druga prawidłowość to brak możliwości zwiększenia przychodów bez podniesienia cen biletów. Bo skoro stadion ma pojemność 18,000 a przychodzi 18,000, tylko zwiększenie cen biletów podniesie przychody klubu.

Wieść gminna niesie, że klubowy catering oraz nowy pub nie należą do klubu a są wynajęte niezależnym ‘operatorom’. Nie pozostaje nic innego, jak wierzyć, że tantiemy wpływające do kasy klubu w tytułu cateringowego leasingu są korzystne dla Widzewa.

Stawiam dolary przeciw orzechom, że oficjalny sklep zarabia najwięcej w dniu meczowym (i przed grudniowymi świętami). Co za tym idzie, sprzedaż jest uzależniona od wyników, ponieważ one generują frekwencję. Im więcej kibiców, tym więcej sprzedaży. Wszyscy się z tym zgodzimy. Tyle, że przychody z dnia meczowego są odzwierciedleniem finansowej siły klubu, która prezentowana jest w jakości gry oraz pozycji w tabeli. Dzisiejsza siła finansowa klubu stanowi olbrzymią zaletę w walce o awans. Zakładam, że będzie ona stanowiła różnicę na plus w kolejnym sezonie, kiedy będziemy walczyć o awans do ESA. Czy będzie ona stanowiła różnicę w walce o czołowe lokaty w najwyższej klasie? Tu postawię znak zapytania co z kolei może doprowadzić do słabych wyników, mniejszej frekwencji i spadku przychodu z dnia meczowego.

Chylę czoła osobom w klubowej TV za realizację meczów oraz za progres w jakości. Nic dziwnego, że ta odnoga odpowiedzialna jest za pokaźną część klubowego budżetu. Ale awans ma swoją cenę. Prawa TV na najbliższy sezon przejmuje Polsat, by za dwa lata oddać je ekstraklasowemu Canal+. Niestety dla Widzewa, zcentralizowanie praw 1 ligi na chwilę obecną niweluje przewagę konkurencyjną naszego klubu. Jak podaje PS „kwestią do ustalenia pozostaje, w jaki sposób kluby będą dzielić pieniądze, które dostaną od telewizji Polsat oraz od innych sponsorów i bukmacherów (za umieszczanie spotkań w ich ofertach). – Do tej pory wszystko dzieliliśmy równo. Zrobimy zebranie przedstawicieli klubów i zobaczymy czy będziemy robić tak nadal, czy może kwota będzie wyższa w zależności od zajętego miejsca, tak jak w ekstraklasie. My w PLP wszystko konsultujemy z klubami – mówi prezes Bojarowski. 0,5 MLN ZŁ dostaną na rok kluby I ligi od sezonu 2018/19, dzięki umowie z telewizją Polsat, jeżeli środki od sponsorów i nadawcy będą dzielone po równo między pierwszoligowców. Kwota może być wyższa w zależności od nowych umów sponsorskich”. (https://www.przegladsportowy.pl/pilka-nozna/fortuna-1-liga/polsat-wiaze-sie-z-nice-1-liga-polsat-daje-stablizacje-klubom/ds6q2bj)

W klubie podjęto mądre kroki, by znaleźć inne, zastępcze źródło dla WidzewTV. Źródło, które dawałoby przewagę nad konkurencją. Stąd pomysł na ‘Widzew Market’.
Pomimo wielu sponsorów zewnętrznych, nie znajduję w dniu dzisiejszym podmiotu, który byłby w stanie zaangażować się finansowo do tego stopnia, byśmy mogli skutecznie nawiązać sportową walkę o górne pozycje w ESA.

Reasumując. Ostatnie działania w klubie, są jasnym przekazem, iż zarząd również zdaje sobie sprawę z obecnych ograniczeń w pozyskiwaniu finansów a stworzenie działów administracyjnych ma na celu udrożnienie przepływu zasobów finansowych do klubu.

Zróbmy tu na chwilę przerwę i zastanówmy się jakim klubem mógłby być nasz ukochany Widzew?

W dniu 26.07.2018 roku, na stronie oficjalnej klubu ukazała się arcyciekawa rozmowa z Tomaszem Stamirowskim, załozycielem firmy Avallon – firmą zarządzającą środkami powierzonymi przez czołowych międzynarodowych inwestorów. Rozmowa, która może być traktowana jako wizja klubu, do której należy dobrać odpowiednią strategię. Pozwólcie, że zacytuje fragmenty:
„Jak powinna więc wyglądać najbliższa dekada Widzewa?
– To powinno być wypracowane w gronie Stowarzyszenia i skonsultowane z widzewskim środowiskiem. Chciałbym bardzo, aby Widzew był klubem z charakterem, budzącym silne, pozytywne emocje, kierującym się wartościami, dobrze poukładanym organizacyjnie i niezależnym od kaprysu czy sytuacji jednego właściciela. Klub powinien być rozwijany, trzymając się widzewskich wartości, jakimi są dla mnie charakter i gra do końca, poszanowanie tradycji i ambicja w dążeniu do celów. Serce Widzewa bije w Łodzi, ale powinien być to klub otwarty na wszystkich podzielających jego wartości, niezależnie od miejsca zamieszkania. Od strony sportowej powinniśmy dążyć do zdobycia piątego mistrzostwa, co oczywiście oznacza jak najszybsze awanse. Dla mnie styl drużyny jest ważny. Może zdobywa się punkty, ale nie serca kibiców, wymęczaniem zwycięstwa na stojąco, z minimalnym zaangażowaniem. Widzew o wygraną powinien walczyć zawsze, niezależnie od stawki czy okoliczności. Potrzebnych jest kilka filarów, by wizja była zrealizowana. To dbanie o widzewską społeczność i jej rozszerzanie, infrastruktura, akademia, budowa sieci i sposobu pozyskiwania najlepszych graczy, bo w każdej dobrej drużynie potrzebne są gwiazdy. Trzeba też ułożyć podejście do wielosekcyjności.
-A co będzie priorytetem dla klubu i Stowarzyszenia w najbliższym czasie?
– Zostawię tu na moment pierwszą drużynę i najbliższy sezon. Mimo krótkiego okresu na przygotowania i pozyskania nowych graczy mam silną wiarę w pracę trenera Radosława Mroczkowskiego. (…) Na tle konkurentów drużyna ma zapewniony naprawdę dobry komfort przygotowań. Stać nas też budżetowo na sensowne wzmocnienia. Na pewno najważniejsze będzie uporządkowanie długoterminowych planów w postaci całościowej strategii, ułożenie priorytetów i dopracowanie poszczególnych projektów oraz wyznaczenie osób do ich realizacji. Jestem zwolennikiem systematycznej pracy. Od samego rzucenia nawet najlepszego hasła nic się nie stanie. (…) Są rzeczy proste do zrobienia w zakresie polepszenia organizacji meczu i jego oprawy, marketingu czy wizualizacji naszego stadionu – to zostanie zrobione.
– Jak ocenia pan organizację klubu? Czy na tym polu widzi pan dużo do poprawy czy zmiany?
– Tak jak w kwestiach sportowych, czeka nas sporo pracy w zakresie organizacji. Mam duży szacunek do tego, co zostało zrobione, gdyż organizacyjnie Widzew startował niedawno właściwie od zera, ale czas na kolejny krok. (…) Kiedy zderzymy się z rywalami o znacznie większych zasobach finansowych, a dla wyobrażenia, nasze obecne wpływy z karnetów przy wypełnionym stadionie to tylko ok. 5 proc. budżetu Legii, tylko dobrą organizacją możemy niwelować różnice. (…) Przez większość kibiców organizacja klubu jest oceniana przez pryzmat wyniku sportowego, a tu na końcu decyduje 11 graczy i to, co w ich nogach i głowach oraz organizację dnia meczowego, ale w tle jest szereg elementów. (…) Lepszy budżet pozwala nam na lepszych graczy, lepszy system selekcji pociąga za sobą dobór zawodników o określonych cechach wolicjonalnych, lepszy marketing – przyciągnięcie większej liczby sponsorów itd. Klub też musi być prowadzony z określoną dyscypliną finansową – to kwestia bezpieczeństwa funkcjonowania, a tu są ważne zupełnie niezauważalne dla kibica rzeczy jak księgowość, controling, budżetowanie, dbanie o poufność informacji, jakość podpisywanych umów. Nie wszystko będzie od razu perfekcyjnie, ale ważne abyśmy systematycznie się ulepszali.
(https://widzew.com/-/tomasz-stamirowski-patrze-na-widzew-z-perspektywy-rywalizacji-z-legia-czy-lechem)

Zatrzymajmy się w tym miejscu i podsumujmy to co wiemy.
1) Klub ma pomysł na siebie i wie, że chce być klubem kategorii B (dominacja na rynku krajowym).
2) Klub zdaje sobie sprawę ze swoich ograniczeń.
3) Klub przeanalizował dostępność środków finansowych potrzebnych do zaistnienia jako klub kategorii B.
4) Klub wdraża rozwiązania administracyjne by usunąć ograniczenia.
5) Klub zatrudnia Łukasza Masłowskiego, który ma być rozwiązaniem dla punktów 1-3.

Osoba obecnego dyrektora sportowego Wisły Płock, jest dla mnie bardzo ważnym elementem tej układanki. Prześledźmy ostatni wywiad Łukasza Masłowskiego dla portalu www.weszlo.com. Przyszły, ewentualny dyrektor sportowy Widzewa mówi:
„Weszło: W pewnym momencie utarło się, że transfery wychodzące za dobre kwoty może robić w Polsce tylko Lech, Legia i ewentualnie Jagiellonia. Potem ruszyła lawina – Reca, Piątek, Piotrowski, teraz Walukiewicz.
ŁM: Prościej się sprzedaje z tych klubów, to jasne, bo są znacznie częściej obserwowane. Za granicą mają świadomość, że w tych klubach grają piłkarze już wyselekcjonowani z polskiego rynku. Ale inni też pokazują, że mogą dobrze sprzedawać. Jeśli polskie kluby zaczną regularnie grać w pucharach, te kwoty będą większe, bo opinia o naszej lidze pójdzie w górę.
(…)
ŁM: Nie zawsze w danym klubie ktoś musi się zaadaptować. To dotyczy nie tylko piłkarzy, ale też trenerów. To, że ktoś w danym klubie się nie odnajdzie nie oznacza, że nie ma kompetencji.
(…)
ŁM: Chciałbym, by drużyna, w której pracuję, również grała widowiskowo. Efektywnie, ale też efektownie. Uważam, że da się to zrobić. Polscy piłkarze potrafią grać w piłkę, nie tylko przeszkadzać. Oczywiście, potrzeba na to czasu i pracy.
(…)
Mam swoje zasady. Jeśli ktoś chce, żebym tylko figurował, a decyzje miałyby się podejmować poza mną, szkoda czasu i pieniędzy klubu. Nie jestem najmądrzejszy i nigdy nie podejmuję decyzji sam, ale po to zostałem zatrudniony, by decydować. Ustaliliśmy sobie zasady pracy i są one realizowane.
(…)
Żeby była jasność – dla mnie priorytetem zawsze są polscy piłkarze”.
(http://weszlo.com/2019/01/18/widzew-temat-lojalny-wobec-pracodawcow/)
Przetłumaczmy to na język widzewski. Ewentualny przyszły dyrektor sportowy Łukasz Masłowski sprowadzony jest do klubu:
– jako zapowiedź nowej strategii: klub ma ambicję stać się oknem wystawowym dla klubów zachodnich
– jako źródło finansów: pieniądze uzyskane ze sprzedaży zawodników, przy dobrym zarządzaniu, powinny być bazą się do ekspansji sportowej, logistycznej i administracyjnej. Minusem niewątpliwie będzie duża fluktuacja zawodników co może odbić się na braku ciągłości w walce o czołowe lokaty. Co byłoby dobrym dla mnie wymiernikiem? Trzykrotny występ w Lidze Europy w przeciągu 10 lat Widzewa w ESA uznałbym za dobry wynik. Szczególnie jeśli weźmie się pod uwagę etap gdzie i z kim odpadają polskie drużyny.
– rozruszanie wpływów z marketingu: sprzedaż piłkarzy oraz międzynarodowe zainteresowanie obiecującymi talentami utrzymują Widzew na prasowym świeczniku. Dobre oko ŁM w połączeniu z merytoryczna pracą trenera, przyciąga do klubu piłkarza, który staje się gwiazdą łódzkiej publiczności. Sklep notuje zwiększony przychód ze ‘star products’ (najczęściej to repliki koszulek z nazwiskiem gwiazdy zespołu).
– jako gwarant ciągłości w strategii klubu: w ciągu kilku ostatnich lat, Widzew był trenowany przez trenera Płuskę, Muchińskiego, Cecherza, Smudę (nielogiczny wybór Murapolu) oraz trenera Mroczkowskiego. Ciągłości pomysłu na drużynę nie było żadnej a każdy kolejny trener nie tylko odziedziczał piłkarzy po swoim poprzedniku, ale dodawał swoje wałsne piłkarskie ‘klocki’. Osoba Łukasza Masłowskiego jest dla mnie gwarantem logiki i ciągłości, gdy wybór nowego trenera i piłkarzy dopasowany jest do pomysłu na zespół, do atrakcyjności gry.
– jako gwarant rozsądnej polityki transferowej klubu: tu należy podziękować Łukaszowi Masłowskiemu, który w mojej ocenie, zaproponował rozsądną cenę odkupu 300tys złotych za Adama Radwańskiego. Piłkarza, który w mojej ocenie nie jest potrzebny Widzewowi. Wierzę też, że dzięki osobie dyrektora sportowego w przyszłości unikniemy transferów pokroju Roberta Demjana, który co prawda strzelał bramki, ale nie pasował do gry Widzewa. W przeciwieństwie do Murapolu, dotychczasowy dyrektor sportowy z Płocka nie kupuje piłkarskiego Windowsa kiedy wszyscy inni używają oprogramowania Apple.

Nie wiem czy Łukasz Masłowski da sobie radę w Widzewie. Jak sam powiedział w wywiadzie „Nie zawsze w danym klubie ktoś musi się zaadaptować. To dotyczy nie tylko piłkarzy, ale też trenerów. To, że ktoś w danym klubie się nie odnajdzie nie oznacza, że nie ma kompetencji”. Widzew jest bardzo trudnym miejscem do pracy, gdzie często nie decyduje dobro klubu ani społeczności. To miejsce, którym rządzi ego. Biorąc pod uwagę znaczenie Łukasza Masłowskiego dla przyszłego rozwoju i dobrobytu naszego klubu, społeczności i miasta…trzymam za niego kciuki i przesyłam moc pozytywnych myśli.

PS. Pragnę zapytać jeszcze raz o Murapol. Kiedy deweloper przejmował Widzew, pojawiła się informacja, iż przyszły właściciel ureguluje wszystkie finansowe zobowiązania w przypadku fiaska rozmów. Informacje dotyczące Zdzisława Kapki (https://laczynaspasja.pl/zdzislaw-niezatapialny-kapka-rozwiazal-umowe-by-podpisac-nowa/) oraz Roberta Demjana (http://www.2×45.info/aktualnosci/57685/znane-nazwisko-na-nizszych-poziomach-nie-gwarantuje-sukcesu-demjan-na-wylocie-z-widzewa/) po kilku miesiącach rzucają nowe światło na ‘miłość’ Murapolu do naszego klubu. Czy była to miłość na pokaz? Odpowiedzcie sobie sami.

PS.2. Wielu z Was wolałoby utrzymanie składu i zbudowanie drugiego Wielkiego Widzewa. Jeśli nie Wielkiego, to choćby tego odrobine mniejszego z 1996 roku. Niestety, ale w najbliższych latach ta historia się nie powtórzy. Kto wie, może nie powtórzy się już nigdy. Warto budować przyszłą historię w oparciu o wspaniałe sportowe wydarzenia z przeszłości. Nie widzę jednak możliwości by porównywać osiągnięcia przyszłych piłkarzy do czasów Bońka, czy choćby Ryszarda Czerwca. Czas, kiedy Boniek czarował polską publikę to czasy komunizmu i zamkniętych granic. To też czas zamkniętego rynku pracy (też futbolowej), co oznaczało, że Widzew dzięki swojej ówczesnej innowacyjności mógł wybierać w ‘futbolowym zamkniętym stawie’ z puli najlepszych polskich talentów. Jedyną konkurencję stanowiły inne polskie kluby i to zazwyczaj te, które przynależały do ‘resortu’.
Rok 1996 i czas Ryszarda Czerwca to wciąż niemalże zamknięty rynek z małą furtką pracy (używając terminologii wodnej byłby to zbiornik wodny). Zachodnie kluby mogły mieć tylko dwóch zawodników spoza Unii Europejskiej. Widzew, dzięki mocy pieniądza, po raz kolejny mógł wybierać z nieprzetrzebionej puli najlepszych polskich talentów i wykupił umiejętności potrzebne do awansu do UCL (by przegrać zimą finansową bitwę o Pawła Wojtalę czy Ryszarda Czerwca). Przepisy się zmieniały. Europa stała się niemalże jednym otwartym rynkiem pracy. Bez ograniczeń i pozwoleń co oznacza, że z ‘zamkniętego futbolowego stawu’ polska piłka przemieniła się w ‘futbolowy ocean’. Kibice Widzewa przez długi czas będą świadkami sezonowego futbolowego handlu, by kiedyś w nieokreślonej przyszłości za zarobione pieniądze oraz racjonalny kredyt klub zakupił trauler do połowu najlepszych talentów. Biorąc pod uwagę dzisiejszy punkt wyjścia, kiedy łowimy w nocy, bez oświetlenia, w drewnianej łódeczce a na dodatek zgubiliśmy wiosła, może się okazać, że to proces bardzo odległy. Na szczęście, klub znalazł człowieka, który lubi wyzwania i wie, gdzie łowić. Mimo niesprzyjającej pogody. Oby fale nie porwały Łukasza.

Ave Widzew.

 

Witek

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.