To nie brak szkolenia a brak polityki transferowej zabija naszą ligę.

Polskie kluby wczoraj zakończyły przygodę z europejskimi pucharami. O klasę lepsze od zespołów z naszej ligi były drużyny belgijskie oraz jedna luksemburska. Tradycyjnie, jak przy każdej porażce towarzyszącej polskim zespołom, rozpoczęła się dyskusja: „Jak poprawić polską piłkę”.

Oczywiście musiał paść argument o naprawie szkolenia. Jasne, szkolenie zawodników bardzo kuleje, przepisy dotyczące transferów młodych piłkarzy są chore (jak nie wierzycie, to zapytajcie Emila Kota lub przeczytajcie ten wywiad:http://www.pilkakarpia.pl/pod-wzgledem-opakowania-ligowych-rozgrywek-jestesmy-mistrzami-swiata-w-owijaniu-bylejakosci-w-zloty-papierek-dluga-rozmowa-z-marcinem-matuszewskim/). Jednak czy szkolenie jest głównym problemem? Tomasz Pasieczny napisał dziś na Twitterze, że w drużynach z Belgii, które rywalizowały z Lechem i Jagą, na 22 zawodników rozpoczynających spotkanie, wystąpiło raptem 5 Belgów. Mało, co nie? A chyba nie znajdzie się głupiec, który powie że Belgowie nie potrafią szkolić. Problem tkwi w kompletnie czymś innym. Większość klubów w naszej ekstraklasie nie ma opracowanej jakiejkolwiek polityki transferowej, w gabinetach dyrektorów do spraw sportowych panuje jedna wielka „wolna amerykanka”. Jasne, są wyjątki typu Górnik, Wisła Płock czy Jagiellonia, jednak to zdecydowanie za mało. Uprzedzając również ewentualne pytania – nie, Lech nie ma długofalowej polityki transferowej. Raz chcą pilnować tabelek w Excelu, raz odpalają opcję „Duża hawajska dla wszystkich” wydajemy 2,5 miliona euro na zawodników, niech Excel płonie jak wiedźmy na stosach w średniowieczu.

Scouting u nas leży od wielu lat. Obserwując naszą ekstraklasę, doszedłem do wniosku, że nasze kluby są niczym leniwi przedsiębiorcy, którzy kopiują pomysły innych osób. Przykłady? Gdy gwiazdą ligi został Maor Melikson, nasze kluby zrobiły „koszerne okienko transferowe”. Odpalił Stilić? Zaczęto ściągać Bośniaków. Gdy Carlitos i Angulo błysnęli w poprzednim sezonie, to w tym przeszukano wzdłuż i wszerz rozgrywki Segunda B. Dobrze, że w Górniku udał się pomysł z młodymi piłkarzami, bo i to reszta klubów stara się skopiować. Choć mam nadzieję, że to nie jest jednorazowa „moda”. Jednak sam fakt, że poszukiwanie zawodników z innych krajów zaczyna się dopiero, gdy ktoś dobrze się pokaże, świadczy o amatorszczyźnie. Jeden z ekspertów od ligi holenderskiej stwierdził, że Ajax ma łatwość w promowaniu napastników, gdyż w tej drużynie pies byłby w stanie strzelić kilka bramek. Popuśćcie teraz lejce wyobraźni – Korona wystawia w ataku owczarka niemieckiego (W Koronie w ataku występował Michał Przybyła, więc to nie jest duża abastrakcja). Jakimś cudem ten psiak strzela siedem bramek (Przybyła ma pięć bramek w ekstraklasie, jest to możliwe). Co by się wydarzyło w następnym okienku transferowym? Lechia by ściągnęła do obrony Pitbulla, Zagłębie Sosnowiec Labradora, Wisła Kraków Wyżła a Piast Bulteriera. Do ekstraklasy zapewne nie dostałyby się Yorki, Jamniki czy Mopsy bo niestety są za małe, by dać sobie radę w naszej, siłowej lidze… Brzmi niedorzecznie? Owszem, jednak niestety tak wygląda polityka transferowa naszych drużyn. Jak ktoś jakimś cudem odpali, to zaraz stara się skopiować czyjś pomysł. Jak Igy odpali w Lechii, to idę o zakład, że do naszej ligi trafi jeszcze czterech piłkarzy z Indonezji, jak Pers ze Śląska podbije naszą ligę, to w ekstraklasie zobaczymy pół kadry Iranu.

Nie wiadomo czemu kluby wychodzą z założenia, że byli piłkarze będą dobrymi dyrektorami sportowymi. Jasne, może tak być ale zazwyczaj Ci ludzie uczą się swojej pracy na żywym organizmie. A co gorsza, popytajcie obecnych dyrektorów, jak często kluby wysyłają ich na szkolenia czy kursy? I może tu jest pole do zagospodarowania przez PZPN? Stworzyć wymóg uczestnictwa w szkoleniach dla osób odpowiedzialnych za pion sportowy klubów w Polsce, a następnie je dofinansować? Czy chcemy czy nie, kluby, które osiągają zadowalające wyniki w europejskich pucharach (za taki uważam awans do fazy grupowej LE lub LM), w większości są oparte na zawodnikach zagranicznych.

Oczywiście, szkolenie piłkarzy sprawia, że mogą opierać swoje drużyny na „swoich” piłkarzach, jednak wszystko okraszone jest zaciągiem „obcym”. Brutalne? Może i tak, jednak gdyby nasze kluby miały rozwinięty scouting lub dyrektorów sportowych, którzy znają się na swojej pracy, nikt by dał Broziowi 100 tysięcy złotych miesięcznie. Nikt by nie ściągnął Phillipsa z ostatniej drużyny Ligue 1, nikt by nie zatrudnił Nicki Bille Nielsena, który najlepiej czuł się wszędzie, tylko nie na boisku. Tu jest nasze największe amatorstwo, bo płacimy naprawdę europejskie stawki. Moglibyśmy być dobrą odskocznią do silniejszych lig, jednak wolimy płacić duże pieniądze piłkarzom, którzy są przeciętni lub są odrzutami z innych lig. I taką ligą się stajemy – filią Segunda B połączoną z odrzutami z innych państw. Tak silnej ligi nie zbudujemy.

 

Łukasz Karpiak

 

fot. pixabay.com

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.