The „God” – Matt Le Tissier

Nie miałem możliwości oglądania na żywo, z poziomu trybun, wielu wspaniałych piłkarzy, którzy zapadli w pamięć kibiców. Jest mi smutno, że bramki Ortegi, Kiko czy Baggio widziałem tylko w telewizji. Jest jednak tylko jeden piłkarz, dla którego chciałbym cofnąć się w czasie, i mógłbym zapłacić za to każde pieniądze. „The God”, „Bóg”.

„W każdy poniedziałek oglądaliśmy program z najładniejszymi bramkami Premier League. Co tydzień pojawiał się tam on – miałem na jego punkcie obsesję” Xavi.

Matt Le Tissier, legenda Southampton urodził się na Guernsey, wyspie zależnej Wielkiej Brytanii. Mieszka tam sześćdziesiąt tysięcy ludzi i ciężko wybić się tamtejszym piłkarzom. Nie inaczej było z Le Tissierem, który do szesnastego roku życia grał w lokalnym Vale Recreation. Jak sam wspomina, życie na Guernsey sprawiło, że w późniejszych latach kariery nie miał problemu z oszczędzaniem pieniędzy. „Kiedy dorastałem nie mieliśmy wiele. Mama i tata mieli czterech synów, mieszkaliśmy w komunalnym osiedlu na Guernsey „- powiedział Le Tissier w 2012 roku. Żyli skromnie, ale godnie. Dodał również, że rodzice zawsze robili wszystko, by rodzeństwo mieli buty piłkarskie i czyste ubranie. „Nauczono mnie, że lepiej być szczęśliwym, niż bogatym” – jak się miało później okazać, ta nauka wpłynęła na karierę Matta.

Treningi w Vale Recreation również nie były na najwyższych poziomie. Nie może być inaczej, skoro najbardziej znanymi piłkarzami, którzy zostali „wypuszczeni” w świat byli Ryan Zico-Black, Lee Luscombe, oraz Chris Tardif. Co ciekawe, Zico-Black oraz Luscombe, trafili do Southapton, tak samo, jak Le Tissier. Historia mogła jednak potoczyć się inaczej. Gdy miał 15 lat, Le Tissier był na testach w Oxfordzie. Obserwacja piłkarza trwała prawie rok, jednak Oxford nie zdecydował się na transfer młodego pomocnika. Z sytuacji skorzystali „Święci”, którzy bardzo szybko podpisali umowę z Le Tissierem. Jego zdaniem fakt, że nie wychowywał się z braćmi w Wielkiej Brytanii, miał wpływ, że tak późno trafił do profesjonalnego klubu. „Jestem przekonany, że wszyscy moi bracia daliby radę w angielskim futbolu. Kevin oraz Karl spokojnie poradziliby sobie w Premier League, natomiast Mark byłby solidnym obrońcą w niższych ligach angielskich” – powiedział BBC Matt. Dodał również, że teraz mieliby duży problem, by dostać się do jakichkolwiek klubów z Premier League: „Futbol bardzo się zmienił, klub może dostać zawodnika z każdego miejsca na ziemi, nie trzeba skupiać się tylko na Wielkiej Brytanii”. Pozostali bracia Le Tissier nie zrobili, kariery, choć byli testowani między innymi przez Middlesbrough, Oxford czy Coventry. Według Marka Le Tissier duży wpływ na to miała tęsknota za domem dwójki z braci. Matt jako jedyny poradził sobie z rozłąką.

„Jego talent był nietypowy. Mógł przedryblować siedmiu lub ośmiu graczy, ale bez prędkości – po prostu szedł obok nich. Dla mnie był sensacyjny. Był zdecydowanie moim idolem” – Xavi.

 

Southampton w 1985 roku podpisali z Le Tissierem kontrakt juniorski. Duży wpływ na rozwój młodego piłkarza miał Dave Merrington, który był również trenerem Alana Shearera. Obaj stwierdzili, że dzięki Merringtonowi, rozwinęli się w tak dobrych piłkarzy. Szkoleniowiec młodzieży był bardzo wymagający pod względem treningów jak i również wychowania. Jak wspominał Le Tissier, Merrington potrafił zawrócić cały zespół do klubu, jeżeli zostawili brudne rzeczy w szatni. Porządek oraz ciężka praca była głównym mottem Merringtona. Le Tissier nie miał lekko u tego szkoleniowca – Matt był wątły i nie ukrywał, że nie lubi ciężkich treningów fizycznych. Zawsze wolał zajęcia z piłką niż ćwiczenia na siłowni. Po latach przyznał się również, że nie przywiązywał wagi do zdrowych nawyków kulinarnych: przed zajęciami zdarzało mu się iść na fast-fooda, a przede wszystkim lubował się we frytkach z rybą smażoną na głębokim tłuszczu. Okazało się, że mimo niekoniecznie zdrowego trybu życia, pierwszy skład Southampton czeka na niego otworem.

Le Tissier jest najlepszym piłkarzem na świecie – Jan Mulder, były zawodnik Anderlechtu i Ajaxu.

Debiut Le Tissiera przypadł na sezon 1986/87 na przegrane spotkanie 4-3 z Norwich City. Pierwszy sezonmiał jednak dobry: w 24 spotkaniach strzelił 6 bramek, w tym strzelił hat-tricka Leicester. W Pucharze Ligi strzelił dwie bramki Manchesterowi United, czym przyczynił się do zwolnienia ówczesnego menadżera „Czerwonych Diabłów”: Rona Antkinsona. Kolejny sezon Matta był słabszy – nie udało mu się strzelić bramki w 19 ligowych spotkaniach. W sezonie 1988/89 zdobył 9 goli w 28 spotkaniach i nic nie wskazywało na to, co miało się wydarzyć w następnym sezonie. 1989/90 – sezon, w którym wybuchnęła „LeTisseromania”. W 35 spotkaniach zdobył 20 bramek, został wybrany na najlepszego młodego piłkarza w Anglii, a samo Southampton zajęło 7 miejsce w lidze – najlepsze od pięciu lat. Pojawiały się pierwsze oferty za młodego piłkarza, jednak „Święci” nie chcieli sprzedać swojego gracza. Następny sezon miał potwierdzić, że Le Tissier będzie ważną postacią w angielskiej piłce – w 35 spotkaniach strzelił 19 bramek, często samodzielnie wygrywając mecze dla Southampton („Święci” zajęli dopiero 14 miejsce w lidze).

Był jak postać z komiksu, łączył niedzielną ligę z finałem Pucharem Świata. Tacy gracze inspirują kolejne pokolenie. – David Storey z football365.com

W kolejnych sezonach Le Tissier potwierdzał swoją dobrą formę i kibice Southampton zastanawiali się, kiedy ich gwiazda odejdzie z ligi. Sezon po sezonie czekali na tę informację i nie mogli uwierzyć, że Matt zostaje ich w klubie. Po latach stwierdził, że w „Świętych” mógł grać taką piłkę, jaką lubił. „Grałem tak, jak chciałem grać i gdybym poszedł do większego klubu, prawdopodobnie nie byłbym w stanie tego zrobić”- powiedział. „Wiedziałem, że prawdopodobnie nie zdobędę żadnych tytułów, ale pozostanie w Premier League przez 16 lat z Southampton, dało mi tyle samo przyjemności, co zdobycie medalu za Mistrzostwo Anglii”. Nie da się ukryć, że Le Tissier był traktowany jako ktoś specjalny nie tylko przez fanów, ale również przez kolejnych menadżerów. Najlepszym przykładem, jak dużym szacunkiem był darzony, jest sytuacja, która miała miejsce, gdy trenerem „Świętych” był Allan Ball. Szkoleniowiec przed jednym ze spotkań rozrysował na tablicy taktykę 3-4-2. Piłkarze, zauważając, że brakuje jednego piłkarza, zwrócili trenerowi uwagę. Bell stwierdził, że on o tym wie, podszedł do Le Tissiera i powiedział: „To nasz najlepszy zawodnik i najlepsza szansa, na wyjście kłopotów w trakcie meczu. Będzie grał w środku pola oraz tam, gdzie będzie uważał za stosowne. Jeżeli macie możliwość, zagrajcie mu piłkę. On zajmie się resztą. Dlatego nie ma go na tablicy.”. Nie wiem, czy Messi ma taką wolność taktyczną w Barcelonie, jak Le Tissier w Southampton. Mimo tej wolności dwa razy był blisko odejścia z Southampton. W 1994 roku Terry Venables starał się ściągnąć „Boga” do Tottenhamu. Le Tissiera na transfer namawiał również Gary Lineker, dodatkowo za młodu Matt sympatyzował z „Kogutami”. Transfer może nie był na ostatniej prostej, ale zostały dwa zakręty do finalizacji umowy. Na przeszkodzie stanęła… narzeczona Le Tissiera. Jak przyznał po latach, lada dzień mieli się pobrać, a jego ukochana nie chciała mieszkać w Londynie. Drugim momentem był 1996 rok, gdy idol z młodzieńczych lat Matta – Glenn Hoddle, chciał sprowadzić go do Chelsea. Klub z Londynu płacił 10 milionów funtów (gdyby transfer doszedł do skutku, pobity zostałby rekord transferowy). Matt potrzebował kilku dni na zastanowienie, jednak przywiązanie do Southampton sprawiło, że nie opuścił klubu. Na propozycję między innymi z Juventusu czy też Milanu nawet nie spojrzał.

Można powiedzieć, że jest Maradoną z Southampton –  Neapol ma Maradonę, tutaj mają Le Tissiera. – Manolo Gabbiadini

Kiedyś powiedziano, że łatwo być wiernym Milanowi czy Juventusowi i całą karierę spędzić w jednym klubie. Le Tissier grał w klubie, który, delikatnie mówiąc, nie aspirował do roli średniaka. Często Southampton do końcowych kolejek walczyli o utrzymanie, równie często Matt musiał brać sprawy we własne nogi. Często, w kluczowych momentach, nie bał się uderzać z dystansu. „Jeżeli chcesz strzelać takie bramki, nie możesz bać się porażki. Myślę, że dużo ludzi boi podejmować się ryzyko, ponieważ myślą, że po nieudanej próbie będą odczuwać wstyd. U mnie było odwrotnie, każda nieudana próba sprawiała, że czułem się pewniejszy na boisku”. Tak Le Tissier odpowiedział, na pytanie o jego częste uderzenia z dystansu. Patrząc na kompilacje jego bramek, nie mogło być inaczej – większość z nich to atomowe uderzenia z dystansu. Jednak nie zawsze było tak łatwo. W sezonie 1995/96 przytrafił się zawodnikowi „Świętych” pierwszy poważny kryzys formy. Jak sam wspomina, często zastanawiał się, czemu kilka miesięcy wcześniej większość jego uderzeń znajdowała drogę do bramki, tak w tamtym momencie piłki po jego strzałach lądowały na słupkach lub nad bramką. Kryzys trwał cały sezon – Le Tissier strzelił raptem 7 bramek w 34 spotkaniach.

„Ze wszystkich wyświechtanych argumentów, jakie wytworzyła piłka nożna, jest niewiele, których nienawidzę bardziej niż tego, który jest często powtarzany:” Le Tissier został w Southampton, ponieważ brakowało mu ambicji „. Patrick Barclay – dziennikarz.

Drugi kryzys sportowy nadszedł w 1998 roku. Toczyła się walka o miejsce w kadrze na Mistrzostwa Świata. Le Tissier walczył do końca o wyjazd, podczas sparingowego meczu Anglia B – Rosja B strzelił Hat-tricka i opinia publiczna była przekonana, że Matt pojedzie na mistrzostwa. Został jednak pominięty przez selekcjonera, co było szokiem zarówno dla kibiców, jak i dla samego piłkarza. „Myślę, że to był najgorszy moment w mojej karierze. Robiłem wszystko, by zaistnieć w kadrze, jednak nigdy mi się to nie udało. Straciłem pewność siebie, nigdy nie wróciłem do swojego poziomu”. I faktycznie, z roku na rok Le Tissier prezentował się coraz słabiej na boisku. Grał coraz mniej, nie przypominał dawnego siebie. Ostatnią bramkę strzelił 19 maja 2001 roku Arsenalowi. 30 stycznia 2002 rozegrał ostatni mecz dla „Świętych” – przeciwko West Ham. Co ciekawe, przez całą karierę Le Tissier tylko raz zmarnował karnego – w meczu przeciwko Nottingham Forrest. Mark Crossley, który obronił strzał Matta, stwierdził, że to była najważniejsza interwencja w jego karierze.

„The God” nie lubił swojego pseudonimu. Choć logiczne jest, że kibice „Świętych”, musieli mieć swojego „Boga”, to sam Le Tissier twierdził, że to dla niego za dużo. Uważał, że porównywanie go do Boga może urazić osoby wierzące, dodawał również, że jest tylko piłkarzem, którego celem jest dawanie radości kibiców. „Nie ma w tym nic boskiego” – powtarzał jak mantrę. Poza boiskiem był bardzo skromny, kompletne przeciwieństwo tego, co prezentował na boisku.

To wspaniała legenda, nie tylko Southampton ale także piłki nożnej – Sadio Mane.

Aktualnie Le Tissier jest ekspertem w Sky Sport. Praca nie jest podyktowana kiepską sytuacją Matta – przez całą karierę zbierał środki i je inwestował. Przez dłuższy czas zarabiał raptem 4000 funtów tygodniowo, jednak nie wydawał pieniędzy na alkohol czy hazard. Jak sam przyznał, tylko raz postawił swoje pieniądze – na to, że strzeli bramkę zaraz po rozpoczęciu spotkania. W przeciwieństwie do wielu innych gwiazd nie brał udziału w skandalach obyczajowych czy nie popadł w alkoholizm. Był sobą, geniuszem, który mógł grać dla największych, jednak pozostał wierny jednym barwom. Matt „The God” Le Tissier. A na podsumowanie jego gry – jego bramki + Mozart w tle.

 

Łukasz Karpiak

 

fot. football365.com

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.