Sześć czynników – czemu nie potrafimy zatrzymać w lidze najlepszych zawodników?

W ostatnich latach można zauważyć exodus młodych piłkarzy do lig zagranicznych. Gdyby na mapie Europy zaznaczyć kraje, do których odchodzą zawodnicy z polskich drużyn, zauważylibyśmy, że kluby w całej Europie sprowadzają do siebie Polaków.

Chorwacja, Grecja, Ukraina, Włochy, Anglia, Niemcy – wygląda to imponująco. Z jednej strony jest to powód do dumy – Polacy są łakomym kąskiem na rynku transferowym. Niestety, z drugiej strony niepokojące jest to, że polskie kluby nie potrafią zatrzymać u siebie najbardziej utalentowanych piłkarzy. Nim ktoś stanie się gwiazdą ligi, opuszcza nasz grajdołek, szukając szansy na rozwój za granicą. Rzecz jasna, nie ma co psioczyć na piłkarzy, każdy na ich miejscu zdecydowałby się na taki ruch.

O odejściu czy też pozostaniu w danej lidze decyduje kilka czynników. Moim zdaniem najważniejsze z nich to:
1) Siła rozgrywek
2) Szansa na promocję do lig TOP 5
3) Możliwość regularnej gry w fazie grupowej europejskich pucharów
4) Infrastruktura
5) Standard życia
6) Otoczka wokół klubu.

Nie uwzględniłem czynnika finansowego, bo w czasach ofensywy klubów arabskich, wysokość kontraktu nie jest już dla większości piłkarzy kwestią priorytetową.

6 czynników i każdy z nich może być decydujący, gdy zostaną spełnione niektóre czynniki. Przykładowo — piłkarz ma propozycję z dwóch klubów z dwóch różnych lig. Poziom lig oraz szansa na transfer do ligi angielskiej czy hiszpańskiej jest podobne. Jeden z klubów gra jednak regularnie w fazie grupowej europejskich pucharów, druga drużyna ma problem z przejściem dwóch pierwszych rund kwalifikacyjnych. W większości przypadków piłkarz wybierze zespół, w którym istnieje większe prawdopodobieństwo gry w pucharach na wiosnę. Co prawda nie odkryłem tym stwierdzeniem czegoś nowego, jednak biorąc pod uwagę zdziwienie wyborem nowych klubów przez Frankowskiego i Świderskiego.

Zanim przejdę do analizy każdego z czynników, pochylmy się nad naszą ekstraklasą. Czy jest to liga dobra do promocji zawodników? Moim zdaniem tak, co pokazują ostatnie transfery wychodzące z ligi. Dlatego jesteśmy atrakcyjnym kierunkiem dla piłkarzy ze słabszych lig – słowackiej, węgierskiej czy też słoweńskiej. Problemem jest fakt, że nie tylko my szukamy tam piłkarzy, tylko musimy rywalizować z klubami serbskimi czy chorwackimi. Niestety, te pojedynki nasze kluby często przegrywają (co nie oznacza, że musimy sprowadzać gorszych piłkarzy). Nie ma w tym nic zdrożnego – Serbowie zazwyczaj przegrywają „wojny” o piłkarzy z klubami rosyjskimi, większość klubów francuskich nie ma możliwości walczyć o zawodników z drużynami z Anglii. Powstaje z tego ładny łańcuch pokarmowy, na którego szczycie znajdują się kluby z TOP 5 lig (z różnymi konfiguracjami), następnie są kluby ze słabszych lig, które zjadają jeszcze gorsze rozgrywki.

W którym miejscu jest Ekstraklasa w tym specyficznym łańcuchu pokarmowym? Zaczniemy od analizy wszystkich wyżej wymienionych czynników.

1) Siła rozgrywek. Aktualnie pod tym względem jest źle. Nawet bardzo. Nie pamiętam, żeby kiedykolwiek wcześniej piłkarze sprowadzeni z zagranicy mniej lub bardziej otwarcie krytykowali jakość naszej ligi. A w ciągu ostatniego roku zdobył się na to Eduardo i Joao Amaral. Może to brzmi brutalnie, ale za bardzo się nie pomylili. Nasza liga nie ma szans rywalizować z ligami z TOP 5, jak i rozgrywkami z belgijskimi, holenderskimi, rosyjskimi, tureckimi. Oczywiście, pojęcie „siła ligi” jest bardzo szerokie i można je różnie traktować. De facto, na to pojęcie składa się po części 5 pozostałych czynników z dodatkiem klasy zawodników, którzy w danej lidze występują. Całościowo, nasza ekstraklasa jest silniejszą ligą niż ukraińska Premier Liga, jednak czołowe kluby naszych wschodnich sąsiadów w stanie kupić piłkarzy z Lecha czy Legii. Podobnie jest z ligą bułgarską – ekstraklasa jest silniejsza, jednak to Łudogorec Razgrad, z Polski wyciąga Kubę Świerczoka i Jacka Góralskiego. Podsumowując, polskie kluby są w stanie „wyciągać” piłkarzy z Ukrainy czy Bułgarii, pod warunkiem, że do akcji nie wkroczą tamtejsi giganci. Mając do wyboru ligę belgijską czy polską, zdecydowana większość piłkarzy wybierze kluby belgijskie. Nie mamy w lidze gwiazd, które rozpalałyby umysły młodych zagranicznych piłkarzy.

2) Szansa na promocję do Lig TOP 5. Pod tym względem jest lepiej niż kilka lat temu, jednak i tak ten wyścig przegrywamy między innymi z czołowymi drużynami z Grecji, Serbii czy Chorwacji. Łatwiej dostać się do najsilniejszych z lig również z Championship czy Segunda Division. Przewagą naszej ligi nad rozgrywkami z krajów byłej Jugosławii czy byłego ZSRR jest to, że nawet z drużyn, które nie walczą o mistrzostwo kraju, piłkarze przechodzą do Serie A czy Premier League. Nie są to częste przypadki, jednak mimo wszystko może być to argument, który przechyli negocjacje z piłkarzem, na korzyść, przykładowo, Pogoni Szczecin. Inną kwestią jest to, że większość piłkarzy, którzy odchodzą z ekstraklasy, sprzedawana jest taniej niż ich rówieśnicy z Grecji czy z Belgii. Jest to związane z czynnikiem trzecim, o którym będzie poniżej.

3) Szansa gry w fazie grupowej europejskich pucharów. Na tym polu leżymy, kwiczymy i modlimy się, żeby coś się zmieniło. Ten sezon pod tym względem był tragiczny, poprzednie były tylko trochę lepsze. Ponad 20 czekaliśmy na polski zespół w Lidze Mistrzów, gra w fazie Ligi Europy wydawała się dla nas dużym sukcesem, skoro po wyjściu z grupy tych rozgrywek, w kraju panowała prawie że euforia. W czasie, gdy nasze kluby starały się awansować do fazy grupowej nawet LE, Grecy, Kazachowie, Azerowie, Ukraińcy czy Cypryjczycy regularnie w niej występowali. Nie dziwmy się, że Świderski wolał grę w PAOK-u niż w Jagiellonii – w Salonikach, statycznie rzecz biorąc, ma większą szansę na pokazanie się w Europie. By wylądować w najsilniejszych ligach Europy, nie trzeba grać w pucharach, jednak nie ukrywajmy, na pewno to ułatwia sprawę transferu i wpływa na warunki kontraktu. Dodatkowo dochodzi bodziec mentalny – lepiej dodatkowo rywalizować z Betisem, Milanem czy Atalantą w LE, niż tylko skupiać się na wyjazdach do Płocka, Gliwic czy Legnicy. Aktualnie polskie kluby nie mają argumentu do walki o piłkarzy z drużynami ze słabszych lig, które jednak grają regularnie w europejskich pucharach. Stąd też transfery m.in. do Azerbejdżanu, które tylko na pierwszy rzut oka, wydają się nielogiczne.

4) Infrastruktura. I nie chodzi tutaj o infrastrukturę stadionową. Mówię (a właściwie piszę) tutaj o warunkach szkoleniowych. Gdy grzmiał o tym Michał Probierz, to nabijano się ze szkoleniowca Cracovii. Fakty są takie, że nie tylko Grecy uciekli nas pod względem baz treningowych (obiekt PAOK-u 70 tysięcy metrów kwadratowych),

ale też Azerowie, (baza Qarabku Akdam),

https://report.az/en/multimedia/championship-training-of-karabakh-in-its-new-base-photos/

Cypryjczycy (baza Apollonu).

http://www.apollon.com.cy/en/view-subpage/20/training-center

Ładnie? Oczywiście. Teraz poszukajcie takich obiektów w Polsce. Azerowie, którzy kilkanaście lat temu przyjeżdżali do Polski po najniższy wymiar kary, w tym momencie, pod względem infrastruktury nie ścigają się z nami a z klubami zachodnimi. A że mają brzydsze stadiony? Wątpię, żeby z tego powodu płakali. Zbudowali solidne fundamenty, pieniądze z UEFA regularnie wpadają do ich kieszeni. Jeżeli zechcą zbudować nowe stadiony, to je zbudują. Nasze kluby dopiero teraz zaczynamy myśleć nad rozbudową obiektów treningowych. Kilka lat za późno… Postawcie się na miejscu Świderskiego – zostać w Białymstoku czy trafić do Salonik?

5) Standard życia. Wbrew pozorom, jest to czynnik, który w pewnym momencie, może mieć wpływ na transfer. Najlepszym przykładem mogą być przenosiny Milana Bisevaca do Dudelange. Serb miał oferty z Chin, Rumunii i Słowenii. Wybrał Luksemburg, gdyż: „zadecydował poziom życia i bliskość Francji. Luksemburg jest spokojnym, ładnym krajem, w którym moje dzieci nie będą mieć problemu z aklimatyzacją” – mówił serwisowi wort.Lu Bisevac. Dlatego nie można się dziwić Frankowskiemu, że wybrał grę dla Chicago Fire. Oczywiście, poziom ligi w USA stale rośnie, grają tam (co prawda „dojrzałe” wiekowo, ale mimo wszystko) gwiazdy, jak i młodzi utalentowani piłkarze. Nawet gdyby poziom był zdecydowanie niższy – wybór między Chicago a Białymstokiem… dla większości, wybór byłby jeden (choć część osób na pewno kierowałaby się lokalnym patriotyzmem).

6.) Otoczka wokół klubu, czyli ostatni czynnik. Jeżeli wszystkie inne czynniki są na podobnym poziomie, to decydujące będą finanse, jak i to, co dzieje się na „zapleczu” klubu. Ilość fanów, atmosfera na stadionie czy jakość stadionu. Jednak to będzie miało mały wpływ na powodzenie transferu, jednak może być argumentem w rozmowie z piłkarzem (na zasadzie – nie mamy bazy, mamy słaby zespół, ale spójrz na atmosferę lub zobacz, mamy wszystko podobne co klub x, też chcemy grać o mistrzostwo, ale zobacz, jak dopingują nasi kibice).

Patrząc na wyżej wymienione czynniki, nasza liga ma duży problem. Nie licząc ostatniego czynnika, w każdym ustępujemy większości lig europejskich. W takich warunkach ciężko nie tylko negocjować transfery młodych utalentowanych piłkarzy, ale i utrzymać najlepszych zawodników w lidze. Staliśmy się atrakcyjną ligą dla „szperaczy talentów” gdyż za niezbyt duże pieniądze można kupić przyzwoitych piłkarzy.

Jak z tym walczyć? Cześć osób powie, że akademią. Szkolenie i wychowywanie dobrych zawodników mogłoby podnieść poziom ligi, pod warunkiem stałego napływu młodych graczy. Jeżeli utalentowani juniorzy pojawialiby się „falowo”, liga zyskałaby tylko pieniądze z transferów. Kluby muszą pomyśleć co zrobić, by zwiększyć swoją atrakcyjność na rynku transferowym.

Najłatwiejszym sposobem, by to zrobić, jest stworzenie zespołu, który regularnie na wiosnę grał w europejskich pucharach. Tak na logikę, czy Świderski odszedłby do PAOK-u, gdyby wiedział, że zaraz będzie grał w meczach Ligi Europy? Zapewne nie, bo miałby szansę w dwumeczu z obojętnie jakim rywalem, zapracować sobie na wyjazd do lepszej ligi, a co za tym idzie, na lepszy kontrakt.

Nie dziwię się prezesowi Legii, że namawia kluby, by na początku sprzedawały swoich piłkarzy do stołecznej drużyny. Oczywiście sam pomysł jest bardzo zły, ale faktem jest, że czołowe polskie kluby nie mają możliwości walczyć o piłkarzy z ekstraklasy z zespołami z zagranicy. Jest to duży problemem, gdyż zaburzamy wewnętrzną równowagę ligi. Rzecz jasna nie jest to problem Pogoni, Cracovii czy Zagłębia, ale tych klubów, które chcą dominować w Polsce.

Najgorsze jest to, że ciężko znaleźć rozwiązania tego problemu. Może duży inwestor spowodowałby, że dałoby się odwrócić tę niekorzystną sytuację. Co prawda jest to rozwiązanie radykalne (wykup za duże pieniądze najlepszych piłkarzy w lidze), jednak biznes piłkarski od dłuższego czasu funkcjonuje w takich realiach. Potrzebna jest zmiana lub impuls, który będzie początkiem zmian. Jeżeli to się nie stanie, będziemy dostawcą dobrych piłkarzy po promocyjnej cenie.

 

Łukasz Karpiak

 

fot. Twitter.com

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.