Szczecin-Kraków-Zabrze. Trójkąt cierpliwości.

Antoine de Saint-Exupéry był bardzo mądrym człowiekiem. Napisany przez Francuza „Mały książę” jest książką ponadczasową, zawiera w sobie wiele sentencji, które zapadły ludziom w pamięć. Szkoda jedynie, że nie umieścił w tym dziele jeszcze jednej swojej myśli: „Nigdy nie trać cierpliwości – to jest ostatni klucz, który otwiera drzwi.”. Może wtedy działacze polskich klubów wykonywaliby dużo mniej nerwowych ruchów.

Można zobaczyć, mimo wszystko, progres w tej materii. Szczecin – Kraków – Zabrze. Te trzy miasta dzieli bardzo dużo, nie tylko kilometry, ale również stan klubowej kasy, jakość stadionu jak i frekwencja. Jedno jednak łączy te miejscowości – cierpliwość do swoich szkoleniowców. Pogoń, Górnik jak i Cracovia były w tym sezonie w bardzo dużym kryzysie. Nie będę roztrząsał kto miał gorszy moment w lidze, bo ciężko byłoby wskazać, który zespół bardziej zawodził. W tych klubach wytrzymano ciśnienie i nie zmieniono trenerów. Efekt? Żadna z tych ekip nie jest w strefie spadkowej, Pogoń i Cracovia zaczynają zmierzać do grupy mistrzowskiej, Górnik wygrzebał się z dna tabeli. Oczywiście, w przypadku Górnika nie możemy jeszcze mówić o serii zwycięstw, jednak pokonanie Zagłębia może być zwiastunem lepszych czasów dla Zabrzan. Gdyby przed meczem z „Miedziowymi”, nastąpiła zmiana trenera i Górnicy zdobyliby trzy punkty, mówiono by o efekcie nowej miotły, o wyczuciu zarządu, a efekt byłby taki sam – 3 punkty. Cierpliwość popłaca.

„Zmiana trenera to reagowanie na kryzys”. Jasne, jednak trzeba to robić z wyczuciem. Działacze klubowi myślą, że zmiany trenera spowodują wystrzelenie formy, zapominając że często problem leży w umiejętnościach piłkarzy, jak i w braku płynności gry. Zmiany szkoleniowców są robione w stylu Piotra Świerczewskiego („Na chaos”), i bierze się pierwszego lepszego szkoleniowca, nie patrząc na jego preferowany styl gry, umiejętności zarządzania ludźmi. Czasami mam wrażenie, że jedynym kryterium w trakcie zatrudniania szkoleniowca, jest dostępność na rynku. Wynik oczywiście musi przyjść od razu, bo jak nie, to będzie kolejna zmiana. Kluby, które nie wytrzymują ciśnienie spadają z ligi. Żeby nie być gołosłownym, poniżej prezentuję ilość zatrudnionych trenerów w jednym sezonie w klubach, które spadały.

2017/18 Nieciecza – 3 trenerów
2017/18 Sandecja – 3 trenerów
2016/17 Górnik Łeczna – 3 trenerów
2016/17 Ruch Chorzów – 2 trenerów (choć tutaj to Fornalik zrezygnował z funkcji trenera)
2015/16 Podbeskidzie – 2 trenerów
2015/16 Górnik Zabrze – 3 trenerów
2014/15 GKS Bełchatów – 4 szkoleniowców(!) (2 razy Kamil Kiereś, nie liczę duetu Orszulak/Robakiewicz, którzy de facto pracowali jeden dzień)
2014/15 Zawisza – 2 trenerów
2013/14 Widzew – 3 trenerów
2013/14 Zagłębie – 4 trenerów (!)
2012/13 GKS Bełchatów – 4 trenerów (!)
2011/12 Cracovia – 3 trenerów
2011/12 ŁKS Łódź – 5 trenerów(!) (Z tym, że Andrzej Pyrdoł został zwolniony i zatrudniony w trakcie jednego sezonu. Gdyby traktować go jako osobnego trenera, to aż 6 szkoleniowców prowadziło łodzian w trakcie sezonu)

Na 13 klubów, które spadały w ostatnich latach, tylko trzy razy zdarzyło się, by w trakcie jednego sezonu, klub trenowało maksymalnie dwóch trenerów. Wśród spadkowiczów dominuje tendencja  zatrudniania trzech szkoleniowców. Moim zdaniem, jest to pewnego rodzaju patologia. Zanim drużyna zrozumie wizje gry wprowadzaną przez szkoleniowca, zostaje on zwolniony i przychodzi „Nowa Miotła” z nowym pomysłem. Zapewne nie będzie dla Was szokiem to, że piłkarze zanim zdążą się przedstawić, to spadają z ligi.

Najgorsze jest to, że wszelkiej maści prezesi, dyrektorzy ds. sportowych i inne tęgie głowy nie wyciągają wniosków. Skoro od lat widać, że zmiany trenerów nic nie dają, to po co powielać błędy innych klubów. Może zamiast szkoleniowca, warto czasami wymienić kilku piłkarzy? Zazwyczaj po serii słabych występów, możemy usłyszeć nieśmiertelny tekst „gramy dla trenera”. Ciekawe jakby zareagowali piłkarze, gdyby usłyszeli: „Dziś piłkarze grają o swoje kontrakty. Skoro są za słabi, by wygrywać mecze u trenera X, to trzeba zatrudnić innych”. Niestety łatwiej wymienić jednego trenera niż czterech zawodników. Biorąc jednak pod uwagę, że część klubów stać, by w trakcie sezonu zatrudnić trzech (!), czterech(!!) lub pięciu(!!!) trenerów, to nie uwierzę, że działaczy nie stać na wymianę kilku piłkarzy, skoro kluby płacą odprawy dwóm szkoleniowcom. Po prostu w to nie uwierzę.

Oczywiście, są momenty, gdy te zmiany są potrzebne. Zwolnienie trenera Dźwigały wydaje się logicznie, bo Wisła Płock prezentowała jedną z najgorszych piłek w lidze. W Legii można wytłumaczyć zwolnienie Deana Klafurica, z drugiej strony nikt nie powie, że zwolnienie Jacka Magiery to był dobry ruch. Choć w sumie to jest pewien paradoks, że warszawiacy, mając trzech trenerów w trakcie sezonu, zdobyli podwójną koronę. To też świadczy o pewnej słabości naszej ligi. Ciekawostka – wiecie który trener zdobył mistrzostwo, i miał możliwość przepracować cały następny sezon z zespołem?

Hening Berg. Magiera wygrał ligę i został zwolniony w następnym sezonie, Czerczesow odszedł do Rosji, Skorża również zwolniony. Sukces grzebie szkoleniowca. Niestety, promuje to przeciętność – jeżeli nie wybijasz się ponad średnią, możesz pracować w spokoju. Jak uda ci się osiągnąć dobry wynik, to zaczynasz zmierzać ku wypowiedzeniu.

Zacząłem cytatem, więc skończę cytatem: „Cierpliwość jest podporą słabych, niecierpliwość ruiną mocnych.”. Są to słowa angielskiego pisarza Charles Caleba Coltona. Sądzę, że też idealnie oddaje to co dzieje się w polskich klubach.

 

PS. Media podają, że został zwolniony trener Lewandowski z Zagłębia Lubin. 9 miejsce w tabeli, 6 punktów straty do trzeciego miejsca. Były reprezentant nie spędził w Zagłębiu nawet roku na ławce.

 

Łukasz Karpiak

fot:. http://blog.sportbazar.pl

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.