Robert Iwanicki: Czuję się jakbym grał w Football Managera, tylko wszystkie opcje mam w realnym życiu”

Nie miał możliwości grać w piłkę w Polsce, w Niemczech grał w regionalnych ligach. Na Tajwanie stara się pomóc w sprofesjonalizowaniu rozgrywek. Porozmawiałem z Robertem Iwanickim na temat tamtejszej piłki.

 

Łukasz Karpiak: Niemcy i Tajwan – w tych dwóch krajach grał Pan w piłkę. W Polsce nie miał Pan takiej możliwości?

Robert Iwanicki: Z Polski wyjechałem jak miałem czternaście, stąd brak epizodu w polskim klubie. Pochodzę z małej wioski na Podkarpaciu, gdzie nie było klubu, więc w piłkę grało się na podwórku lub na pastwisku. Do pierwszego klubu zapisał mnie dziadek, jak wyjechaliśmy do Niemiec.

Ł.K.: W Niemczech spędził Pan czternaście lat i wyjechał Pan do Tajwanu. Skąd pomysł na grę w tak egzotycznej lidze.

R.I.: Zadecydował przypadek. Pracowałem w firmie, która testuje komórki. Zostałem wysłany na Tajwan, bo moja firma chciała otworzyć nową lokalizację, by nauczyć Tajwańczyków jak operuje się nowymi sprzętami. Miałem w Tajwanie być tylko dwa miesiące, ale spodobało mi się życie tutaj i zostałem dłużej.

Ł.K.: Nie miał Pan problemu z przystosowaniem się do innej kultury?

R.I.: Na początku było trudno, bo zastałem tutaj kompletnie inną kulturę. Musiałem się przestawić na porozumiewanie się w innym języku, inną kuchnie.

Ł.K.: Jaki jest poziom ligi tajwańskiej?

R.I.: Gdybym miał porównywać poziom, to liga tajwańska prezentuje poziom drugiej ligi polskiej. Może dwie najlepsze drużyny dałyby sobie radę w pierwszej lidze, jednak na pewno nie w ekstraklasie.

Ł.K.: Jak funkcjonuje liga tajwańska, bo Tajwan jako kraj, nie jest akceptowany przez Chiny. Istnieje możliwość gray w Azjatyckiej Lidze Mistrzów?

R.I.: Mimo że, Tajwan nie jest akceptowany przez Chiny, to pierwsze dwie drużyny kwalifikują się do rozgrywek, które porównałbym do Ligi Europy. W poprzednim sezonie tylko jedna drużyna skorzystała z tej możliwości, bo kluby z Tajwanu nie mają wystarczająco dużych pieniędzy, by latać do innych państw. Jak się trafi na zespół z Makao czy Korei Południowej to trzeba pokryć koszty hoteli, lotu, zgrupowania a do tego trzeba mieć sponsora. Zespół, który w tamtym roku wystąpił w tych rozgrywkach, jako sponsora ma firmę, której prezesem jest prezes związku piłkarskiego na Tajwanie. Z racji tego, mogą sobie pozwolić na dalsze wyjazdy. Jeżeli chodzi o organizacje ligi, to mamy jedną ligę w której gra osiem zespołów. Drugiej ligi praktycznie nie ma. Dwie ostatnie drużyny grają relegacje z zespołami, które zgłoszą swój akces do gry w pierwszej lidze. Jeżeli zgłosi się więcej drużyn, to rozgrywany jest turniej, który wyłania dwa najlepsze zespoły. Parę razy zgłaszałem związkowi, by zorganizować drugą ligę, bo jest kilka lig organizowanych przez sektory prywatny. Niestety zawsze jest jakieś „ale”. Mam nadzieję, że zmieni się to po nadchodzących wyborach do związku. Aktualny prezes ma zostać odwołany, jednak walczy o to, by odłożyć głosowanie. W kwietniu interweniowała u nas FIFA, jednak nic się nie zmieniło i cały czas jest bałagan. Oby ten bałagan, który jest aktualnie, szybko się skończył i będziemy mogli dalej pracować nad rozwojem piłki tajwańskiej.

Ł.K.: Jeżeli są rozgrywane mecze międzypaństwowe to zespół z Tajwanu może trafić na drużynę z Chin?

R.I.: Nie wydaję mi się by był problem, choć nie było jeszcze takiego spotkania. Drużyny z Chin grają w Azjatyckiej Lidze Mistrzów, więc nie ma możliwości by zespoły z tych dwóch państw spotkały się w jednych rozgrywkach. A jak do tego dojdzie, to nie powinno być przeszkód, bo zespół z Tajwanu będzie występował jako Chiński Tajwan. Podobnie jest podczas Igrzysk Olimpijskich, gdzie zawodnicy z Tajwanu występują jako Chiński Tajwan i nie mogą posługiwać się flagą swojego kraju.

Ł.K.: W Royal Blues Tajpej gra dużo zagranicznych piłkarzy.

R.I.: Teraz gra trochę więcej Tajwańczyków. W tym sezonie utworzyliśmy zespół u-23, w którym grają w większości rodzimi piłkarze. Royal Blues Tajpej grał na początku w lidze zagranicznych zawodników – Export Lidze. W tej lidze gra więcej drużyn, niż w pierwszej lidze tajwańskiej. Wpadłem na pomysł, by pozbierać najlepszych zawodników zagranicznych i spróbować dostać się do oficjalnej ligi Tajwanu. Kilka lat temu udało nam się to i staramy się cały czas rozwijać. Wcześniej dawaliśmy szansę gry studentom z różnych krajów, nawet grał zawodnik, który kilka lat grał w III lidze niemieckiej. Chcemy pomagać takim ludziom dalej się rozwijać, grać na wysokim szczeblu piłkarskim.

Ł.K.: Futbol jest popularny na Tajwanie?

R.I.: Teraz trochę więcej ludzi przychodzi oglądać nasze mecze, jednak cały nie są to tłumy. Główne sporty tutaj to baseball oraz koszykówka. Jednak sport jest strasznie zaniedbany, nie ma dużej ilości sponsorów. Tajwańczycy nie mają w sobie kultury sportu. W ich Baseball Lidze występują cztery zespoły. Na naszych spotkaniach, jeżeli mamy szczęście, jest czterysta osób. Jak jedziemy na wyjazd na południe, to czasami przychodzi pięćdziesiąt osób.

Ł.K.: Chyba ta liga jest prowadzona tylko dla pasji zawodników.

R.I.: Na początku tak było. Teraz powoli rozwijamy się w kierunku pół-zawodowstwa. Dostajemy dotacje od państwa, dzięki czemu nie jest już tak biednie. W naszym pierwszym sezonie w lidze, wszystko opłacaliśmy sami, łącznie z autokarami na mecze. Teraz pokrywane mamy wyjazdy, hotele czy organizacje posiłków. Wszystko powoli się rozwija, jednak i tak trzeba walczyć o pieniądze. Chodzę do instytucji, napieram o dodatkowe środki by można było wszystko opłacić. Tutaj piłka nożna to dziki zachód, trzeba wszystko budować od początku. Teraz czuję się jakbym grałb w Football Managera, tylko wszystkie opcje mam w realnym życiu.

Ł.K.: Chyba budowanie struktur udaje się. Royal Blues ma nawet zespół u-10.

R.I.: U-10 to program, który zaczął się w tamtym sezonie. Moje główne źródło dochodów to moja szkółka piłkarska. Trenuje dzieci w wieku od trzeciego do dwunastego roku życia. Wpadłem na ideę, by powiązać ją z klubem, by najlepsze dzieci z wszystkich grup zebrać do jednej drużyny. Wypaliło to, bo wygraliśmy ligę u-10. W tym roku planujemy dodatkowo otworzyć zespoły u-8 i u-13.

Ł.K.: Odnoszę wrażenie, że część zmian w piłce na Tajwanie to Pana zasługa.

R.I.: Trochę tak. Jak mamy spotkania związku to staram się dzielić się swoim doświadczeniem z europy. Jeżeli moje propozycję się podobają to są wdrażane w życie. Próbuje właśnie pokazać, jak buduje się klubową kulturę w Europie. Są pierwsze efekty, bo jeden z klubów otworzyć u siebie zespół u-18. Jednak pracy jest cały czas bardzo dużo. Próbuje być pionierem, jeżeli chodzi o budowanie drużyny w tej lidze. Dobrze by było zbudować całą drabinkę zespołów od u-5 do u-23. Wcześniej kluby nie miały ambicji, by budować drabinę rozwoju dla młodych piłkarze.

Ł.K.: Pan w Royal Blues jest menadżerem. Słowo „menadżer” mam rozumieć na styl brytyjski?

R.I.: Dokładnie tak, coś na wzór Arsene Wengera. Moim celem było zostać szkoleniowcem, jednak wraz z rozwojem klubu doszły inne obowiązki. Od czasu do czasu staram się zatrudnić trenerów, by dać szansę rozwoju młodym ludziom.

Ł.K.: Piłkarze w lidze tajwańskiej otrzymują pensje czy muszą łączyć pracę z grą w piłkę?

R.I.: Wszyscy mają swoją pracę lub są studentami i otrzymują stypendia. Niestety, nie jesteśmy na etapie oficjalnego płacenia zawodnikom. Z naszej strony piłkarz jest ubezpieczony, jednak zazwyczaj nie otrzymują od klubu pensji. Dostaje dużo e-maili od agentów, którzy proponują nam piłkarzy. Nawet ostatnio został nam zaproponowany chłopak, który grał w reprezentacji Argentyny u-17. Jednak szybko się to kończy po odpowiedzi, że nie mamy możliwości płacenia zawodników. Tak jak powiedziałem, jesteśmy klubem dla ludzi, którzy chcą grać na wysokim poziomie, jednak jednocześnie pracują lub otrzymują pieniądze z innego źródła. Przyjechał teraz na studia chłopak, który grał w drugiej lidze szwajcarskiej. Będzie u nas przez rok, a potem zapewne wróci do siebie. Jedyny negatywny aspekt tego wszystkiego, to problem z dłuższym budowaniem drużyny. Jest z tyłu głowy świadomość, że za rok część piłkarzy skończy studia i wyjedzie stąd.

Ł.K.: Skoro jest problem z budowaniem drużyny, to może ma Pan chociaż komfort z obiektami treningowymi?

R.I.: Trenujemy na uniwersyteckim boisku dwa razy w tygodniu, trzeci trening mamy na innym obiekcie. Jednak trzeba kombinować. Piłkarze starają się łączyć pracę z treningami więc też nie możemy trenować codziennie. Podam przykład Yanagisawy. Facet przyjeżdża na każdy trening spóźniony, bo dojeżdża do nas około czterdziestu kilometrów. Widać po nim zmęczenie, bo dodatkowo pracuje, ma trójkę dzieci ale stawia się na zajęciach bo to jest jego pasja. Tak to wygląda u nas. Większość piłkarzy z tej ligi, gra dla pasji poświęcając swój wolny czas po pracy.

Ł.K.: Istnieje szansa na sprofesjonalizowanie tej ligi?

R.I.: Dążymy do tego, ale to będzie jeszcze trwało. Moim zdaniem przez najbliższe pięć lat to nie nastąpi. Choć czasami dzieją się dziwne, niespodziewane rzeczy. Zobaczymy też co się stanie po wyborach w związku. Są obietnice wybudowania sześciu stadionów w sześciu miastach. Moim zdaniem fajnie, że chcą coś takiego zrobić ale porównałbym to do Formuły 1. Co ci da dobry bolid, jak za kierownicą będziesz miał dziecko. Trzeba na początku zadbać o miejsca do treningów, struktury klubowe. Wydaje mi się, że ludzie nie zdają sobie sprawy ile pracy trzeba zrobić, by wejść na poziom piłki.

Ł.K.: Nie było pomysłu, by czerpać wiedzę od Chińczyków?

R.I.: Był taki pomysł, ale na jego realizację trzeba pieniędzy. W Chinach jest komunizm i jeżeli szefostwo partii stwierdzi, że chcą dziesięć silnych klubów z zagranicznymi piłkarzami, to wyłożą na to pieniądze i będą to mieć. Kto na Tajwanie da taką kasę? Wczoraj siedziałem do wieczora i robiłem bilanse finansowe, bo na każdy wydany dolar, który otrzymujemy od państwa muszę mieć rachunki. Gdyby tu były pieniądze to dałoby radę zbudować silną ligę, jednak nie widzę skąd te fundusze mogłyby przyjść.

Ł.K.: Krótko mówiąc, nie ma co szukać wzmocnień do polskiej ligi z Tajwanu.

R.I.: (śmiech). Raczej nie, najlepsi piłkarze z tej ligi daliby sobie radę może w pierwszej lidze. To nie zmieni się przez najbliższe pięć lat. Zawsze mówię, to co jest budowane dłużej i rozsądniej to dłużej wytrzyma. W Chinach piłka budowana jest na szybko i ich reprezentacja nie ma wyników. A proszę zobaczyć ile tam jest pieniędzy inwestowanych. Trzeba spokojnie czekać, bo nie ma możliwości by w jeden sezon z zawodnika przeciętnego zrobić zawodnika dobrego. Tu trzeba czasu i dużo cierpliwości. Dobrym przykładem może być Islandia, która długo inwestuje w szkolenie piłkarzy.

Ł.K.: Warto przyjechać do Tajwanu, by obejrzeć kilka spotkań tutejszej ligi?

R.I.: By obejrzeć same spotkania – zdecydowanie nie. Jeżeli ktoś jest na wakacjach w pobliżu to owszem, można przyjechać i zobaczyć jak tu wygląda piłka. Ale przyjazd tylko dla spotkań z tej ligi odpada, to jeszcze nie ten poziom.

 

Rozmawiał Łukasz Karpiak

 

fot. sport.onet.pl

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.