Portugalska w Legii i Międzynarodowa w Górniku – rewolucje, które zdają się mieć sens.

Nie jest w Polsce łatwo być osobą odpowiedzialną za transfery zawodników. A to ściągniesz za dużo młodych piłkarzy, a to znów ściągasz „zagraniczny szrot”, choć dany gracz nie zdążył jeszcze zadebiutować w polskiej lidze.

W Warszawie widoczny jest podział na dwie grupy: jedna mówi „za dużo Portugalczyków”, druga za to twierdzi „dajcie pracować trenerowi”. I każdy po części ma trochę racji. Legia jest klubem, przynajmniej można odnieść takie wrażenie, który uzależnia politykę transferową od narodowości trenera. Jest to pewien problem, gdyż przy częstych zmianach szkoleniowców w naszej lidze, zazwyczaj kończy się to regularną rewolucją kadrową. Sprowadzanie samych Portugalczyków wydaje się ryzykowne, biorąc pod uwagę, że za rok w Legii może pracować Hiszpan, Czech czy ktokolwiek inny, który będzie chciał oprzeć grę na swoich rodakach. Nie jest to rzecz jasna niespotykana sytuacja – gdy trenerem Wisły był Maskaant, to „Biała Gwiazda” w większości szukała piłkarzy z rynku holenderskiego, Verner Liczka lubił stawiać na Czechów. To, co dzieje się teraz w Warszawie nie jest niczym nowym w polskiej piłce, bo od kilkunastu lat albo ściągamy piłkarzy zgodnie z narodowością szkoleniowca w klubie lub oddajemy się chwilowej modzie na zawodników z danego kraju (gdy odpalił Melikson, szukano piłkarzy z Izraela, po Stiliciu mieliśmy w lidze szturm Bośniaków).

Z drugiej strony czy można dziwić się Legii? Sa Pinto ma jeden cel w Warszawie – zdobyć Mistrzostwo Polski. On o tym wie, więc stara się otoczyć piłkarzami, którzy potencjalnie, mają odpowiednie umiejętności, by pomóc osiągnąć ten cel. To, że są Portugalczykami, to jest ich dodatkowy atut, bo:
a) Odpada bariera językowa
b) Pinto zna ich z ligi portugalskiej
c) To on straci pracę w wyniku niepowodzenia, więc chce mieć „swoich” ludzi na boisku.

Oczywiście, Legia ponosi ryzyko, bo w razie fiaska misji szkoleniowca, to następca Portugalczyka będzie musiał czyścić kadrę zespołu z niepotrzebnych graczy. Jednak Legia daje swojemu trenerowi odpowiednie narzędzia do pracy. Pinto nie będzie mógł narzekać, że nie dostał jakiegoś gracza i dlatego nie zdobył mistrzostwa. Być może jest to oznaka, że z Sa Pinto wiązana jest dłuższa perspektywa współpracy, więc oddano mu większe pole w kwestii transferów. I to byłoby logiczne, choć oczywiście jak każdy taki projekt, jest obarczony ryzykiem klapy.

„Mógł jednak zatrudnić innych piłkarzy, a nie samych Portugalczyków”. Niekoniecznie. Posłużę się pewnym przykładem. Zamawiając jedzenie, widzę u siebie dwa stałe scenariusze.

1) Zamawiam jedzenie, ale nie jestem głodny i mogę trochę poszukać czegoś nowego. Wtedy faktycznie, mam otwartych kilka stron z daniami z dowozem i szukam tego czegoś, co sprawi, że powiem w myślach „wow”.
2) Jestem tak głodny, że wbijam zęby w stół – nie bawię się w szukanie, tylko zamawiam jedzenie ze sprawdzonej restauracji.

Aktualnie Sa Pinto jest wygłodniały do tego stopnia, że zjadł kawałek stołu i nie może dłużej czekać. W rundzie wiosennej musi przegonić Lechię, odpierać ataki Lecha oraz Jagiellonii – innymi słowy, nie ma czasu na eksperymenty. Rozumiem trenera, bo mam wrażenie, że brak mistrzostwa w tym sezonie może się skończyć zwolnieniem Portugalczyka. Dlatego stawia wszystko na jedną kartę, posiłkując się rodakami. Jak wspomniałem wyżej – jest to ryzykowne dla klubu, ale czasami takie ryzyko trzeba podjąć.

Na drugim biegunie mamy Górnik, który jest obiektem żartów i kpin, ponieważ odbił od stawiania na młodych Polaków i ściąga zagranicznych piłkarzy. Ci żartujący z Górnika – spójrzcie na tabelę, spójrzcie na zawodników, którzy odeszli z Zabrza. Podczas letniego okienka transferowego Górnikowi wyrwano kręgosłup, zostawiając kręgi, które trzeba powoli dopasować do całości szkieletu drużyny. Kolejny spadek w Zabrzu będzie katastrofą, więc zmiana polityki jest w tym momencie zasadna. Choć patrząc na wiek (29 lat, 24 lata, 24 lata, 20 lat), Górnicy nie ściągnęli staruszków, tylko piłkarzy, na których da się jeszcze zarobić. A że nie są to Polacy? Szkoda, jednak zdaję sobie sprawę, że życie to nie FM i czasami trzeba porzucić na chwilę swoją ideę budowania zespołu.

Choć czy rzeczywiście porzucić? W idealnym świecie młodzi piłkarze uczą się od swoich starszych kolegów i są systematycznie wprowadzani do zespołu. W Górniku w tej rundzie zostało to zaburzone – piłkarze zostali wrzuceni na głęboką wodę, często trochę za wcześnie. Brak solidnych wzmocnień, nawet jeżeli miałby być to zaciąg zagraniczny, zdecydowanie musiał zostawić po sobie ślad.

Swoją drogą, widzę naprawdę dużą „fiksacje” na punkcie narodowości zawodników. Oczywiście, są momenty, gdy patrzysz na piłkarzy występujących w ekstraklasie i łapiesz się za głowę. Po prostu – trafią się tu takie rodzynki, że faktycznie młody Polak nie grałby gorzej. Przydatność do zespołu powinniśmy oceniać jednak przez pryzmat umiejętności czysto piłkarskich, a nie kwestii – Polak czy też nie Polak. Zastanawia mnie to, bo regularnie nasi piłkarze wyjeżdżają do silniejszych lig i dają sobie radę. Owszem, szeroko pojęte szkolenie bardzo u nas kuleje, jednak może warto się zastanowić, dlaczego w ostatnich latach gra w europejskich pucharach jest traumą dla kibiców polskich drużyn? Czy brak Polaków w składzie jest główną winą, czy może brak klasowych zawodników? Możliwe, że się nie znam, ale to Legia z bardzo dobrymi obcokrajowcami grała bardzo dobrze w Lidze Mistrzów. Wisła miała bardzo dobrych Polaków i obcokrajowców, gdy eliminowała Schalke. Gdy Widzew grał w Lidze Mistrzów, grał praktycznie samymi Polakami, ale jednymi z najlepszych w lidze. Może tu leży nasz problem – wszystkich ekspertów, kibiców, sympatyków polskiej piłki. Przestańmy skupiać się na narodowości piłkarzy, a zacznijmy oceniać ich umiejętności?

Każdemu z nas marzy się, by nasze zespołu były tworzone na „swojskich” chłopakach, ludziach, którzy chodzili na mecze swojego klubu. Nie będę oszukiwał – też tego bardzo chcę. Jednak przede wszystkim chcę, by mój klub wygrywał za kilka lat ligę. Jeżeli Sa Pinto swoimi Portugalczykami zdobędzie mistrzostwo dla Legii, a Brosz utrzyma Górnik swoją międzynarodową szatnią, to nikt nie zada pytania – dlaczego grało tak mało Polaków. Choć grać i tak będą – mogę się założyć.

 

Łukasz Karpiak

 

fot.: thewelshgull.wordpress.com

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.