Konsekwentnie niekonsekwentny – kilka słów po meczu z Rozwojem

„Nie da się wszystkiego wygrać” – bardzo często tę frazę przypominają piłkarze i trenerzy. Ciężko się z nią nie zgodzić, każdej drużynie może przytrafić się remis lub porażka, takie piękno futbolu. Jednak tracić punkty też trzeba umieć.

Można stracić punkty pechowo, jak w meczu ze Zniczem, gdzie po niezłej grze zremisowaliśmy. Można podzielić się punktami jak w spotkaniu z Bełchatowem, po którym nie mogliśmy się nachwalić zaangażowania zespołu. Wczoraj zremisowaliśmy na stojąco i bardziej uratowaliśmy punkt, niż dwa straciliśmy. Kibice łodzian przypominali sobie, kiedy ostatni raz zagraliśmy tak słabo. Niektórzy wracali do czasów Franciszka Smudy, jednak to chyba zbyt daleka podróż w czasie. Wystarczy obejrzeć drugie połowy meczów z Ruchem czy z Olimpią Grudziądz, by zobaczyć podobny sposób gry. Bez pomysłu lub z pomysłami tak prostymi (by nie powiedzieć prostackimi), że aż uwłaczającymi rywalom. Słaby mecz musiał przyjść, jednak nie spodziewałem się, że przytrafi się to w meczu z Rozwojem.

„Odkupienie win za wpadkę w Grudziądzu” – było powtarzane jak mantra przez kibiców, jak i piłkarzy. Gdy padają takie frazesy, zawsze mam złe przeczucia. Gdy ostatni raz piłkarze grali dla trenera, to przegrali w strasznym stylu w Warszawie. „Gra dla kibiców”, „dla trenera”, „odkupienie win” nie ma tu nic do rzeczy. Piłkarze grają przede wszystkim dla wypłaty, która co miesiąc wpada im na konto. Dlatego też nie chcę słyszeć przed meczem ze Stalą, że chcą zmazać plamę po ostatnim spotkaniu, tylko mają wyjść na boisku i zagrać tak, żeby za kilka miesięcy nie dostawać mniej pieniędzy w innym klubie. Wczoraj część piłkarzy pokazała, że nie motywuje ich do gry kwota przelewu na konto, a innej głównej motywacji piłkarz nie powinien mieć. Kibice, otoczka to dla nich dodatek, dla jednych większy dla innych mniejszy.

Konsekwencja – od tego miałem zacząć swój tekst, jednak plan w trakcie się zmienił. Gdy trener Mroczkowski zmieniał Michalskiego w pierwszej połowie meczu ze Skrą, broniłem go jak lwa. Wczoraj przecierałem oczy ze zdumienia, gdy Kristo przebywał na boisku tak długo. Spotkanie z Rozwojem było jednym z gorszych, jeżeli nie najgorszym, w wykonaniu Chorwata. Dlaczego zmieniłem plan na tekst? Bo dziś na chłodno przeanalizowałem możliwości, które trener miał dostępne. Okazało się, że lepiej było trzymać słabego Kristo, który psim swędem mógł strzelić jakąś bramkę po stałym fragmencie gry, niż wpuszczać kogoś z ławki rezerwowych. Zmiana taktyki na 4-3-3 też nie wchodziła w grę, bo mając dwóch piłkarzy w środku pola, tę strefę przegrywaliśmy. Zostawienie samego Kazimierowicza w środku pola, byłoby taktycznym samobójstwem.

Z drugiej strony aż nadto konsekwencji u trenera Mroczkowskiego widzimy w zmianach w trakcie meczu. Wiem, że szkoleniowiec wierzy w Kamińskiego. Zdaję sobie sprawę, że na wiosnę, po przepracowaniu całego okresu przygotowawczego z obecnym sztabem, może dać nam dużo na prawej stronie boiska. W aktualnej formie wpuszczanie Kamińskiego to robienie krzywdy samemu zawodnikowi. Ostatnim piłkarzem, który tak doprowadzał mnie do rozpaczy przy każdym zagraniu, był Tomasz Ciesielski. Nie licząc Kamińskiego, zmiennicy dali nam punkt.

I tu mam pewien problem. Wejście Banaszaka i Zuziaka ożywiło naszą grę. Zwłaszcza Słowak, swoją świeżością i dynamiką dał impuls do ofensywnej gry. W normalnych okolicznościach chwaliłbym to, gdyby nie to, że takiej dynamiki nie pokazywali piłkarze, którzy rozpoczęli spotkanie z Rozwojem. Zaskakujące jest to, że mimo braku gry w poprzedni weekend, wczoraj sprawiali wrażenie powolnych, ospałych piłkarzy, którzy w środę spędzili na boisku 120 minut. Mam wrażenie, mogę się mylić, że piłkarze chcieli wygrać to spotkanie najmniejszym nakładem sił. Takie podejście widzimy co jakiś czas – po serii dobrych lub niezłych wyników, przychodzi mecz, w którym piłkarze potrzebują „plaska” na otrzeźwienie. Widzieliśmy to w trzeciej lidze, widzimy tę przypadłość również i w drugiej lidze. Nie wiem, czy to kwestia psychiki, może piłkarze czują się za pewnie siebie, gdy wygrywają kilka spotkań. Jeżeli tak jest, to źle świadczy o nich. Piłkarze, którzy szybko się rozwijają, w każdym spotkaniu dążą do jak najwyższych zwycięstw, nawet przeciwko słabym zespołom są w pełni skupieni. Może dlatego piłkarze, którzy teoretycznie mają potencjał na grę wyżej, cały czas nie mogą się przebić ponad drugą ligę?

„Pokaż swoją ławkę rezerwowych, powiem Ci, jaki masz zespół”. No więc nasz zespół jest perspektywiczny. Niestety w kryzysowych sytuacjach nie mamy w obwodzie piłkarzy, którzy wchodząc na boisko, dadzą nam coś extra. Nie jest to złe, bo ogrywamy młodych piłkarzy, jednak musimy mieć w kadrze zawodników którzy, gdy będzie trzeba, wyrównają lub podniosą poziom gry. Inaczej mówiąc – w zimę czeka nas dużo pracy pod kątem transferów. Wiem, że się powtarzam, jednak potrzebny jest zawodnik, przyjmując, że trener Mroczkowski nie odejdzie od taktyki 4-4-2, który posadzi na ławce Kristo lub Kazimierowicza. Rozgrywający, który będzie umieć przytrzymać piłkę, zagrać prostopadłe podanie lub pograć kombinacyjnie na jeden kontakt. Aktualnie, bliżej ławki, znów się powtórzę, jest Chorwat, który co prawda strzela bramki, jednak ze swoich zadań w środku pomocy, wywiązuje się maksymalnie przeciętnie. (Możecie mnie linczować).

Cieszy mnie bramka Banaszaka, chociaż chłopak, niestety, porusza się na boisku jak Michał Miller. To znaczy, jest wszędzie, ale nie tam gdzie potrzeba. Z każdą minutą na boisku, na całe szczęście, korygował swoje ustawienie i znajdował się częściej w polu karnym, niż gdzieś na skrzydle. Jednak dużo pracy przed nim, bo musi pamiętać, że są mecze, w których napastnik dostaje tylko kilka piłek, więc musi na nie czekać w obrębie pola karnego.

Brawa należą się kibicom, którzy nie zakrzyknęli „Widzew grać…”, bo wbijanie kołka w tych chłopaków, którzy całą rundę grali nieźle, byłoby trochę nieprzyzwoite. Wczoraj zawiedli, jednak w tym momencie od karania i opierdzielania zespołu jest trener. Znając trenera Mroczkowskiego, zresztą zasugerował to we wczorajszej wypowiedzi, kilku piłkarzy w meczu ze Stalą odpocznie (Kristo?).

Z niecierpliwością czekam na przerwę zimową. Nie dlatego, że mam dosyć oglądania Widzewa, ale dlatego, że ostatnie spotkania pokazały, że potrzebne są wzmocnienia. Zarząd musi sprowadzić piłkarzy, którzy z miejsca wywalczą miejsce w pierwszej jedenastce. Część piłkarzy jest tu już trzy lata i mimo tego, że się do nich przywiązaliśmy w pewien sposób, potrzebna jest świeża krew.

PS. Po meczu piłkarze nie byli skłonni rozmawiać z mediami. Z jednej strony mają do tego prawo, z drugiej olewanie serwisów, które piszą dla kibiców, jest nieodpowiednie. Nie jest zaskakujące, że po dobrych meczach piłkarze chętnie rozmawiają z dziennikarzami, po słabych unikają odpowiedzi. Panowie, miejcie choć trochę samokrytyki i rozmawiajcie również po słabych spotkaniach. Bo jeszcze ktoś wam zarzuci, że zachowujecie się jak primadonny. A nikt tego nie chce.

Łukasz Karpiak

fot. pomorska.pl

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.