Kibicowanie rywalom polskich drużyn w u europejskich pucharach to… nic dziwnego

Mamy XXI wiek, planujemy kolonizowanie Marsa, szukamy lekarstwa na raka, a jednocześnie są ludzie, którzy wierzą w voodoo, szamanów, dzieci w kapuście i zapełnienie stadionu Ślaska Wrocław. O dziwo, te osoby mieszkają w pięknym kraju nad Wisłą. Bo skoro wierzą, że kibicując rywalom polskich drużyn w europejskich pucharach, można wpłynąć na stan polskiej piłki, to równie dobrze można wierzyć w znajdowanie berbeci na polu jakiegoś rolnika. 

A pisząc całkiem poważnie, nie ma związku między wspieraniem rywali Legii, Lecha, Górnika a poziomem naszej ligi. Ba, zjawisko wspierania drużyn, które mierzą się z lokalnymi zespołami jest dość powszechne. Kibice Torino trzymali kciuki za Lecha, gdy ten grał z Juventusem. Czy włoska piłka przez to upadła? Gdy Legia mierzyła się ze Sportingiem, to Benfica kibicowała klubowi z Warszawy. To jest naturalne zjawisko, tak jak poranny świt słońca czy kac po chlaniu. Kibice Atletico zawsze kibicują rywalom Realu, Fani Espanyolu marzą, by Barcelona rozbiła sobie ten głupi ryj wcześnie odpadała z Ligi Mistrzów, a sympatycy Liverpoolu chcą by Jose Mourinho jak najdłużej prowadził Manchester United. Czy to coś złego? Nie, to naturalna kolej rzeczy. Jeżeli Twój rywal ma szansę przegrać i stracić trochę pieniędzy to liczysz na to, bo możesz na tym zyskać. A czy fani The Reds martwili się poziomem piłki w Anglii gdy Chelsea odpadała z Ligi Mistrzów? Nie, mieli to w dupie. Liczyło się dla nich dobro Liverpoolu. Logicznym jest, że najpierw troszczymy się o swój dom a potem dopiero spoglądamy na sąsiada.

Mam dziwne wrażenie, że tak jak w polityce są wymyślane tematy zastępcze, tak u nas co roku jest ta sama gadka: Jak możesz kibicować Spartakowi Trnava/ Neftchi Baku/ Zespołowi Pieśni i Tańca Kambodża, skoro gra polski klub? Biorąc pod uwagę kontekst finansowy, co jest bardziej opłacalne dla Lecha – awans Legii do Ligi Mistrzów czy szybkie odpadnięcie z europejskich pucharów? A czy polska piłka ucierpi? Pewnie tak, ale to nie wina kibiców, którzy będą wspierać dziś Spartak Trnavę czy pojutrze rywali Lecha czy Jagi. To drodzy Państwo, wina dyletanctwa działaczy, scoutów, dyrektorów sportowych. Gdyby nasze kluby były silne, to nawet największe modły fanów Lecha nie sprawiłyby, że Legia przegra z zespołem piłkarzy odrzuconych z ekstraklasy. A tak szukamy tematów zastępczych.

Zresztą, dajcie powód, dla którego kibic Widzewa ma wspierać Legię, skoro nawet w trakcie spotkań europejskich pucharów, słychać „pozdrowienia” w kierunku Łodzian. W imię czego kibic Legii ma wspierać Lecha? Bo wypada? Raczej nie. Gdy Widzew awansował do Ligi Mistrzów, w okolicach Karolewa słychać było łzy bólu egzystencjalnego, gdy Wisła robiła historyczny wynik w Pucharze Uefa, kibice Cracovii byli bladzi ze złości. Ale nie wspominano o tym, bo osiągano wyniki, które były satysfakcjonujące dla przeciętnego kibica. Jednak nastała era agrowpierdoli i zaczęto szukać jakiegoś wyjaśnienia. Szkoda, że zamiast w kierunku szrotu, oczy skierowano na kibiców. Polskie kluby zaraz poodpadają z pucharów i zamiast szukać wyjaśnień, to będziemy musieli słuchać o dobrych decyzjach trzydziestoletniego Czecha z trzeciej ligi Mozambiku.

Tak w ogóle, mam wrażenie, że mamy w okresie europejskich pucharów pudrowanie trupa. Czemu nikt nie wyjdzie i nie powie: To nie wina kibiców Lecha, że Legia przegrała z Trnavą tylko słabego zarządzania? To nie wina Legii, że Lech nie może wygrać jadąc na Białoruś, tylko wychodzi skąpstwo działaczy. Może warto zacząć krytykować zarządy, piłkarzy po nieudanych spotkaniach. A że któryś, później się obrazi? No cóż. Jakby obraził się na mnie Gutkovskis i powiedział : „Nie będę z Tobą rozmawiał” to bym go dopisał do listy słabych piłkarzy, którzy się na mnie obrazili. Serio, jeżeli tak ma wyglądać naprawa polskiej piłki, to my jej nigdy nie naprawimy.

„Potrzeba punktów” – dziś chyba najczęstsze zdanie wypowiadane przez dziennikarzy. Jasne potrzeba, ale akcja taka jak dzisiejsza kibiców Lecha nie powoduje, że piłkarze Legii muszą odrabiać dwubramkową stratę. To wina samych zawodników, którzy zostali pokonani przez Grendela i spółkę. Tak samo kibice Legii otwarcie lub mniej trzymali kciuki za Szachtar Soligorsk. Nic się z tym nie zrobi, bo to jest normalne, że bardziej niż na punkty do rankingów, patrzy się na zysk dla własnej drużyny. A tak naprawdę, gdybyśmy mieli w klubach ludzi, którzy znają się na piłce, to byśmy patrzyli z przymrużeniem oka na dzisiejszy wysyp herbów Spartaka Trnava na TT. A tak staramy się reanimować trupa poprzez podcinanie mu żył. Nie tędy droga.

 

fot. wykop.pl

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.