Karpiu po Pelikanie: Ręce na kołdrę. Kolejny finał w Sobotę.

Wielki filozof grecki, Arystoteles, powiedział: „Nie ma geniuszu bez ziarna szaleństwa”. Oglądając wczorajsze spotkanie Widzewa odnoszę wrażenie, że na myśli miał Franciszka Smudę.

Notoryczne wystawianie Marka Zuziaka było oceniane jako szaleństwo stetryczałego starca w wykonaniu „Franza” wizja nowej jakości w marnej trzeciej lidze. Oczywiście, Słowak potrafił zaliczyć asystę, strzelić bramkę, jednak zdecydowanie częściej zawodził, marnując dogodne sytuację czy psując dobrze zapowiadające się akcje. Aż nadszedł mecz z Pelikanem. Dwie asysty, bramka, wygrywane pojedynki jeden na jednego. W ciągu 90 minut z Łowiczem, Zuziak zrobił tyle samo, co w poprzednich kolejkach rundy wiosennej. Dziś Słowak udowodnił, że w piłkę grać potrafi. Oby to nie był jednorazowy wyskok.
Dobry zwyczaj – nie wyszydzaj.

Pisząc szczerze, obawiałem się tego spotkania. Znając trenera Płuskę i jego przygotowanie merytoryczne spodziewałem się, że wszystkie nasze słabości zostaną wypunktowane. Zespól jednak nie pozwolił by Pelikan wdrożył te założenia w życie. Zdominowaliśmy przeciwnika pod względem szybkościowym i fizycznym. Kolejny mecz, wygrywamy piłki stykowe, jesteśmy szybsi od rywali, gramy szybciej piłką i większość czasu jesteśmy w ruchu. Najlepszym przykładem na to, był wygrany(!) pojedynek biegowy(!!) przez Sylwestrzaka(!!!). Tej dynamiki zdecydowanie brakowało nam w pierwszych meczach. I teraz wróćmy do wstępu. Jak duże jest prawdopodobieństwo, że trener Smuda przygotował nas tak, że w ostatnich kolejkach mamy dominować nad rywalem? Różnica między dzisiejszym meczem a pierwszym w tej rundzie, jest ogromna. Wierzcie mi, ostatnie czego się spodziewałem to widok Sylwestrzaka wyprzedzającego kogokolwiek. Obawiam się, że w tej formie może wyprzedzić nas do sklepu nocnego tuż przed 22:00.

Żeby nie było tak pięknie, muszę wrzucić kilka kamyczków to ogródka. Mamy mentalność stania w miejscu. Ża piłka doleci do nogi. Przoduje w tym, niestety, Kacper Falon. Owszem jest ruchliwy, szuka gry ale gdy jest do niego zagrana piłka zatrzymuje się, ułatwiając doskok rywali. Dziś kilka razy mogliśmy zaobserwować rozpędzonego Kacpra, który hamował i ze stoickim spokojem obserwował lecącą do niego piłkę. Choć to i tak nic, w porównaniu do gry Demjana. Nie wiem, czy był dziś słabszy zawodnik na boisku. Jedynie przypomnę, że Pelikan nie dysponuje plejadą gwiazd. Dużo strat, niedokładności, brak wygranych pojedynków jeden na jeden. I te dwa zdania idą w zapomnienie, bo koniec końców strzelił bramkę a z tego rozlicza się napastników. W tym momencie jestem jak Urząd Skarbowy – chciałbym rozliczać byłego zawodnika Podbeskidzia po drugiej minucie rozpoczętej pracy.

Pamiętacie szloch na forum? Nie kontraktujemy Okachiego? Dziś też płakałem, bo wyobraziłem sobie, że zamiast Kristo, mógłby grać w środku pola „Książe”. Czasami nie warto brać pierwszej dostępnej opcji, tylko czekać na tę odpowiednią. Ewentualnie mieć szczęście, bo patrząc na wiosenne transfery Kristo jest wyjątkiem potwierdzającym regułę, że zimowe transfery praktycznie nie grają. Mamy perełkę.

Zostały cztery finały. Mimo dobrych trzech ostatnich spotkań to nie czas na świętowanie. Ręce na kołdrę. Kolejny finał w Sobotę.

Łukasz Karpiak

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.