Hernani: „Nie jest sztuką wygrywać i być smutnym, sztuką jest być szczęśliwym i nawiązywać przyjaźnie”

Treningi tajskiego boksu pomogły mu w rozwinięciu siły, zajęcia w Gremio pomogły w przygotowaniu mentalnym. Porozmawiałem z byłym piłkarzem Górnika Zabrze, Korony i Pogoni na temat jego kariery, treningów w Gremio i kilku innych sprawach. 

Łukasz Karpiak: Ciężko Panu rozstać się z piłką.

Hernani: Dokładnie. Zawsze jak staram się trzymać z dala od piłki, to ktoś przychodzi do mnie i prosi o pomoc. Niestety, nie potrafię powiedzieć nie.

Ł.K.: Niestety?

H.: Niestety, bo mam tak dużą słabość do piłki, że nie potrafię odmówić pomocy. Tak samo było z moim aktualnym klubem – KS Zakopane. Trener Grzegorz Plata pracuje w szkole, w której mój teść jest dyrektorem, więc trochę się już znamy, nie mogłem odmówić.

Ł.K.: Nie dotrzymuje Pan swojego postanowienia, żeby odpocząć od piłki.

H.: Właśnie, jednak jest to miłe że ludzie o mnie pamiętają. Z drugiej strony, gdy odpoczywam od piłki to bardzo mi jej brakuje. Cieszy mnie to, że mogę uczyć dzieciaki gry w piłkę, bo widać, że nie mają większego doświadczenia.

Ł.K.: Może musi Pan pomyśleć o karierze trenera?

H.: Zacząłem pracować z dzieciakami w momencie, gdy zaprosił mnie na trening do swojej akademii Arkadiusz Radomski. Dla mnie jest to bardzo fajne, więc zastanawiam się nad rozpoczęciem kursu. Niestety, by starać się o licencję UEFA A musiałbym jeździć do Białej Podlaskiej, więc jest trochę za daleko dla mnie, biorąc pod uwagę, że mieszkam w Krakowie. Chwilowo planuje rozpocząć kurs w Krakowie, a później starać się rozszerzać swoją licencję.

Ł.K.: Skoro mówmy o szkoleniu, jak wyglądało szkolenie w Gremio?

H.: W Gremio jest łatwiej się szkolić, gdyż posiadają jedną z najlepszych akademii w Brazylii. Niesamowite obiekty, wspaniali trenerzy, więc dużo łatwiej w Gremio zaczynać swoją karierę. Po Gremio trafiłem do Avai, następnie do Polski. Dzięki temu mogę podczas treningów korzystać z wiedzy, której nauczyłem się w Brazylii i pomieszać ją z tym czego nauczyłem się w Polsce. Aktualnie na zajęciach z młodzieżą jestem odpowiedzialny za kwestie, związane z ciałem typu balans, ruch, drybling. Chcę dołożyć do tego trochę fizyczności, taktyki i gry na dwa kontakty.

Ł.K.: O piłkarzach z Brazylii mówi się, że piłka uratowała ich przed życiem w fawelach, lub że pochodzą z klasy wyższej ewentualnie średniej. U Pana bliżej było którego scenariusza?

H.: Bliżej drugiej opcji. Tata był policjantem i trzymał nas z dala od narkotyków czy świata gangsterskiego. Wiadomo, Brazylia to kraj kontrastów. Moja okolica była pełna turystów, na plażę mieliśmy dwanaście kilometrów. Policjanci mieli co robić ale też dobrze zarabiali. Dzięki Bogu, udało się chodzić do szkoły, niestety jej nie skończyłem. Zabrakło mi ostatniego roku by ją ukończyć, niestety z piłką tak jest.

Ł.K.: Duża zmiana klimatu. W Brazylii dwanaście kilometrów do morza, teraz musi Pan prawie całą Polskę przyjechać, by pobyć nad Morzem Bałtyckim.

H.: Ze Szczecina miałem kilka kilometrów, więc nie było tak źle. Jednak teraz mi jakoś morza nie brakuje. W dzieciństwie miałem go aż za dużo (śmiech).

Ł.K.: W pierwszym zespole Gremio spędził Pan rok i odszedł Pan do Avai. To był krok do przodu?

H.: Ogólnie w Gremio spędziłem trzy sezony. Zdobyłem z nimi między innymi Mistrzostwo Stanowe, to były trzy lata sukcesów. Jednak faktycznie, w pierwszym zespole byłem rok. W Brazylii podział wygląda tak, że starsi juniorzy to piłkarze, którzy mają maksymalnie osiemnaście lat, dlatego dużo grałem w juniorach. Po przejściu do seniorów, Gremio chciało mnie wypożyczyć by monitorować moje postępy, bo w obronie grało wielu doświadczonych piłkarzy. Zaproponowali mi wypożyczenie do Avai, jednak powiedziałem, że nie chcę wypożyczenia tylko odejść na stałe. Udało mi się to, rozwiązałem kontrakt z Gremio i podpisałem umowę z Avai.

Ł.K.: W Avai bardzo wyróżniał się Pan pod względem fizycznym. Treningi tajskiego boksu bardzo Panu pomogły w rozwinięciu muskulatury?

H.: Bardzo. Oczywiście sporty walki dają dużo dla ciała, pozwalają rozwinąć zwinność i siłę. Dodatkowo rozwijają aspekty psychiczne. Wszyscy mówią, że jak ćwiczy się sztuki walki, to będzie się szukało zadymy a jest odwrotnie. Człowiek ćwicząc na przykład tajski boks zaczyna się uspokajać, opanowywać bo wie, że ciało może się stać bronią. Wiem po sobie, że gdy dojdzie to do umysłu, że można kogoś skrzywdzić, to unika się konfliktów, zamiast ich szukać.

Ł.K.: Ten spokój widać było też na boisku, mimo tego, że w Górniku debiutował Pan mając dwadzieścia lat.

H.: Mój pierwszy mecz seniorski był w Gremio, debiutowałem tam mając szesnaście lat. W Avai rozegrałem cztery spotkania. Miałem szkolenia z tego, jak reagować na dużą ilość kibiców na trybunach. Podczas spotkania, w którym wystąpiłem w barwach Gremio, na trybunach było czterdzieści tysięcy osób, więc występ gdy oglądało mnie nawet dwadzieścia tysięcy, nie robił mi różnicy. Praca psychologiczna, która jest wykonywana z piłkarzami w Brazylii procentowała również w Polsce. W polskiej piłce zaskoczyło mnie traktowanie młodszych piłkarzy. Nigdy się nie spotkałem z tym, że młodsi zawodnicy noszą cały sprzęt za drużynę. Nie ukrywam, że mi to trochę przeszkadzało, bo nigdy wcześniej się z tym nie spotkałem. Jednak musiałem zaakceptować taką kulturę szatni.

Ł.K.: Samo wejście do szatni miał Pan ułatwione, bo nie był Pan jedynym Brazylijczykiem w Zabrzu.

H.: Na początku było super, bo rodacy bardzo pomogli w aklimatyzacji, dużo rzeczy mi tłumaczyli. Z drugiej strony był to minus, bo zaczęły się już robić grupy, trzymaliśmy się razem, więc i drużyna zaczęła patrzeć na nas inaczej. Ja chciałem się uczyć języka, cały czas w kieszeni miałem słownik portugalsko-polski i starałem się powoli przyswajać nowy język. W szatni myśleli, że nie chcemy się integrować, ale było nam naprawdę ciężko.

Ł.K.: Polski klimat chyba też nie ułatwiał aklimatyzacji.

H.: Śnieg po raz pierwszy widziałem we Włoszech, gdy pojechaliśmy tam na obóz z Górnikiem. Jednak po powrocie zastaliśmy ponad dwadzieścia centymetrów śniegu! Było piękne. Gdy zaczęliśmy trenować, to śnieg zaczął mi przeszkadzać. Zastanawiałem się, czy wrócić do Brazylii. Koniec końców, chciałem się uczyć i rozwijać, więc postanowiłem zostać w Polsce. Również dzięki temu, że chciałem walczyć, jestem już tutaj piętnaście lat.

Ł.K.: Jak rozumiem, dla Pana śnieg jest dobry przez kilka dni?

H.: (Śmiech). Dokładnie. Przez te kilkanaście lat nie do końca przyzwyczaiłem się do śniegu. Cały czas przemiękają buty i cierpią przez to palce.

Ł.K.: Z Górnika przeszedł Pan do Korony. Początek przygody nie był zbyt udany z racji zachowania kibiców.

H.: To było piętnaście, może dwadzieścia procent kibiców, reszta mnie wspierała. Za każdym razem będę podkreślał, że duża część kibiców mnie dopingowała, gdyż widzieli że potrafię wytrzymać presję i gram dla nich. Nie ukrywam, że było trudno ale miałem mocną głowę dzięki pracy, którą wykonano ze mną w Gremio. Tego mnie nauczyli – ważne jest to, co się dzieje na boisku a nie to, co się dzieje na trybunach.

Ł.K.: Z tego co Pan mówi, wynika że w Gremio przykładają dużą wagę do pracy nad mentalnością piłkarzy.

H.: Tak jest! Dla nich jest bardzo ważne, by młody piłkarz był odpowiednio przygotowany mentalnie do gry z presją, pełnych trybun. Mieliśmy dużo zajęć z psychologiem, pracowaliśmy nad koncentracją, wyciszeniem się. To nie było tak, że spotykaliśmy się raz na jakiś czas, tylko 2 lub 3 razy w miesiącu.

Ł.K.: Ciężko było opuścić Kielce po spędzeniu w Koronie siedmiu sezonów?

H.: Miałem trochę obaw, jednak to były czasy, w których Korona zaczęła grać inną piłkę. Graliśmy twardo, mieliśmy kasować piłkę lub przeciwnika. Przestałem się cieszyć z treningów, bo nie chciałem tak twardo traktować kolegów na zajęciach. W tym sezonie złapaliśmy ponad 100 żółtych kartek. Ta gra była dla mnie za bardzo brutalna, nigdy tego nie ukrywałem. Nie sprawiało mi radości wyjście na boisku z myślą, że komuś mam zrobić krzywdę. Gram przeciwko ludziom, którzy też mają rodzinę, dzieci i nie mogłem grać tak, by przeciwnik doznał kontuzji. Dlatego musiałem odejść.

Ł.K.: W Kielcach zdarzały się sezony, że walczyliście o awans do europejskich pucharów, ale koniec końców zawsze czegoś zabrakło. Brakowało wam doświadczenia?

H.: Zgadza się, jeden sezon skończyliśmy na czwartym miejscu, w drugim przegraliśmy finał Pucharu Polski. Myślę, że jednak zabrakło nam doświadczenia. Mieliśmy dużo piłkarzy, którzy dopiero byli na początku swojej kariery piłkarskiej. Bonin, Kaczmarek zbudowali klub praktycznie od podstaw, ale nie mieli doświadczenia w grze w europejskich pucharach. Brakowało nam takich piłkarzy, którzy już byli z tym obyci, rozegrali przynajmniej dziesięć spotkań w Pucharze Uefa czy Lidze Europy. Bo to też nie jest sztuka zakwalifikować się do pucharów i po dwóch spotkaniach odpaść. Sztuką jest grać w fazie grupowej europejskich pucharów. To jest ważne.

Ł.K.: Z kim najlepiej Panu się grało w obronie?

H.: Ciężko powiedzieć. Dobrze grało mi się z Dokovicem, Skerlą. A zapomniałbym, Piotr Malarczyk. To był młody piłkarz, który dużo słuchał.

Ł.K.: Malarczyk przez pewien czas był niedoceniany, może nawet trochę był wyszydzany a nagle trafił do Anglii.

H.: Piłkarze, którzy grali w Polsce i odchodzili na zachód nie mieli „wypracowanej” głowy. Nie byli przygotowani do zmiany gry, otoczenia czy kultury. Może gdyby ktoś z nimi pracował pod tym względem, to ich kariery by się inaczej potoczyły. Niektórzy piłkarze też nie są od razu gotowi na grę przed większą publicznością. Przykładem może być Wojtek Golla, który teraz przyszedł teraz do Śląska.

Ł.K.: To nie jest tak, że naszym piłkarzom brakuje również przygotowania fizycznego? Często pierwszym zdaniem zawodnika po wyjeździe na zachód jest: „Nigdy tak często nie trenowałem”.

H.: Mogę powiedzieć historię, którą sam doświadczyłem. W Brazylii sztab kończy trening, obojętnie czy techniczny czy taktyczny, i piłkarze mają dostęp do boiska, trenerów. Młody piłkarz, który przykładowo ma słabszą lewą nogę, może zostać po zajęciach i ćwiczyć jeszcze pół godziny czy godzinę. Zostają też asystenci trenera i pomagają zawodnikom się rozwijać. Tak samo jest w Niemczech, we Włoszech czy Hiszpanii. W Polsce, niestety, kończy się trening i trzeba jak najszybciej iść się kąpać, zdać strój do prania, bo kierownik musi gdzieś pójść, sprzątaczka też popędza. Jest presja, że po treningu wszyscy mają opuścić boisko. Większość piłkarzy wie jakie ma wady, część stara się je wytrenować, ale nie mają jak. Dlatego zawodnicy czasami mówią, że mają większe obciążenia, lub że więcej trenują. Mogą zostać po treningu i to odczuwają.

Ł.K.: Pan starał się zostawać po treningach?

H.: Nie ukrywam, chciałem ale tak jak powiedziałem, często nie było takiej możliwości. Kierownik często krzyczał, że już po treningu i czas iść do szatni. Wiesz, byliśmy młodzi, głodni piłki więc z chęcią byśmy zostawali po treningu. A tak szybko musieliśmy opuścić obiekt.

Ł.K.: Przeszkadzało to Panu?

H.: Oczywiście. W tych krajach, w których jest świetna piłka, piłkarze zostają po treningu, bo robią to dla siebie. Tak też buduję się atmosferę w szatni.

Ł.K.: Klimat w Szczecinie chyba bardziej przypominał Panu rodzinne Gremio niż klimat w świętokrzyskim?

H.: Nie miałem problemu z adaptacją, choć nie patrzyłem na przeprowadzkę pod kątem „czy miasto jest blisko morza czy nie”. Patrzyłem na to jak drużyna miała grać. Moim zdaniem, w tamtym czasie nikt nie grał tak piłką w ekstraklasie, jak Pogoń. Później podobną piłkę grała Cracovia trenera Stawowego. Gdy odchodziłem z Korony szukałem klubu, który znów da mi radość z gry w piłkę. W Pogoni wtedy grał Akahoshi, Edi, Bartek Ława, którzy grali piłką po ziemi. Obejrzałem kilka spotkań „Portowców” i stwierdziłem, że dla takiej drużyny chcę grać.

Ł.K.: Koniec końców zabrakło Panu sukcesu indywidualnego?

H.: Brakuje, nie ukrywam, choć największym moim sukcesem są przyjaźnie zawarte na boisku. Nigdy nie grałem na dużej presji, robiłem to co kochałem i miałem radość z gry. Są piłkarze, którzy mają całe pokoje medali ale nie są szczęśliwi. Przychodzi koniec kariery i uświadamiają sobie, że nie byli szczęśliwi jako ludzie. Nie jest sztuką wygrywać i być smutnym, sztuką jest być szczęśliwym i nawiązywać przyjaźnie.

Ł.K.: W pewnym momencie byłą szansa, że zostanie Pan powołany do kadry Polski.

H.: Pojawił się problem z dokumentami. W Polsce poproszone mnie o dokumenty wojskowe zaświadczające zwolnienia z wojska. W starych czasach załatwiono to tak, że piłkarze podpisywali oświadczenie, że nie potrafią czytać i pisać, dzięki czemu byli zwolnieni z służby wojskowej. Większość klubów tak załatwiała tak tę sprawę. Problem w Polsce był taki, że według dokumentów z Brazylii byłem analfabetą, który prawie skończył szkołę średnią. Jedna informacja nie zgadzała się z drugą, więc musiałem prostować tę sytuację. Trwało to niestety bardzo długo. Gdy rozwiązałem problem, zmienił się selekcjoner i cały temat upadł.

Ł.K.: Dobrze rozumiem, że oficjalnie większość piłkarzy to analfabeci?

H.: (śmiech). Robiono tak, by uniknąć służby wojskowej. Jak klub pomógł zawodnikowi i w inny sposób udało się ominąć służbę, to nie wpisywano analfabetyzmu do dokumentów. Piłkarze chcą grać, nie chcą iść do wojska, więc tak kombinowano.

Ł.K.: Czy spodziewał się Pan, że tyle lat będzie Pan w Polsce?

H.: Wstępnie myślałem, że w Polsce będę grał dwa lub trzy lata. Nawet pojawiały się oferty, na przykład z Lokomotivu Moskwa. Myślałem o wyjeździe, ale miałem problemy z menadżerami i zostałem tu na dużo dłuższy czas. Ciesze się z tego bardzo.

Ł.K.: Jednak cały czas wódki Pan nie pije?

H.: (śmiech) Tak, nie mogę się przyzwyczaić. Spróbowałem na weselu, była dla mnie zdecydowanie za mocna i nic się nie zmieniło. Lubię czerwone wino, ale z umiarem, gdyż cały czas trzymam formę.

Ł.K.: Pana syn też gra w piłkę. Będzie obrońcą jak Pan, czy ciągnie go do przodu?

H.: Trenuje cały czas. Będzie z niego świetny piłkarz, dużo lepszy niż ja. Potrafi grać obiema nogami, dużo widzi na boisku i przede wszystkim na nim myśli. Technicznie porównałbym go do Kaki. Co prawda chce grać na środku obrony, ale jest zbyt dobry technicznie, by tak głęboko się cofał. Oczywiście, nic na siłę. Mam nadzieję, że cały czas będzie się tak rozwijał. Chwilowo chcę by to była forma zabawy, nie chcę tworzyć na nim presji.

 

Rozmawiał Łukasz Karpiak

 

fot.: www.gornikzabrze.pl

 

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.