Czy można kibicować dwóm zespołom? Można!

Bycie kibicem jest wspaniałe. Co tydzień emocje, przed spotkaniem analiza zespołu, uczucie podniecenia na chwilę przed meczem. Co by nie mówić, kibicowanie dodaje dużo kolorytu do codziennego życia, jest bardzo dobrą i uzależniającą przyprawą do życia.

Wczoraj wynikła pewna dyskusja, której głównym pytaniem było: „czy istnieje możliwość, by jednocześnie kibicować dwóm różnym zespołom”. Bartek Stańdo twierdził że nie, że ma się jedno serce. Szanuję to zdanie, choć wczoraj długo o tym myślałem i koniec końców nie zgadzam się z tym.

Specjalnie napisałem, że długo o tym myślałem, bo zauważyłem, że moje myślenie na temat kibicowania bardzo się zmieniło. Gdyby ktoś dziesięć lat temu zapytał mnie co to znaczy kibicować, odpowiedziałbym: „Jeździć na mecze, być na stadionie, podróżować za drużyną”. Miałem wtedy osiemnaście lat, mieszkałem z rodzicami i jeździłem na mecze Widzewa i kombinowałem, jak po spotkaniu Łodzian wyruszyć wprost do Madrytu. Nie będę ukrywał, że inaczej patrzyłem na ludzi, którzy oglądali mecze przed TV, jak na trochę gorszych kibiców. Niestety, byłem młodszy, głupszy i nie znałem życia. Odkąd żyję „na swoim”, życie pokazało mi, jak bardzo się myliłem. Innymi słowy, życie wzięło mnie za kłaki, wytargało twarzą o beton i powiedziało – zobacz gnoju, jak wygląda to naprawdę. Skończyły się wyjazdy na Atletico, jedynie jeżdżę na Piłsudskiego. Ale cały czas jestem kibicem Rojiblancos, nic się nie zmieniło. Jedynie jestem bardziej doświadczony życiowo.

Od kilku lat inaczej patrzę również na wszystkie fan cluby Juventusu, Milanu, Liverpoolu i innych klubów, które działają na terenie Polski. W większości są to osoby, które mają już własne rodziny, dzieci, jakieś kredyty i dla nich jedyną możliwością by poczuć klimat meczu, to wspólne oglądanie spotkania na zlocie. Mają namiastkę atmosfery na stadionie, zawiązują przyjaźnie choć nie lecą wielu kilometrów, by obejrzeć mecz na żywo. Czasami po prostu nie mogą.

Czy o tych ludziach można powiedzieć, że nie są kibicami? Nie, są kibicami klubów zachodnich, ale też i klubów polskich, które również wspierają, zdecydowanie częściej na stadionie niż przed telewizorem. Po prostu jest łatwiej, pojechać do Warszawy, Kielc niż lecieć na mecz do Mediolanu. Tak samo poświęcają swój czas, pewnie nie raz odbyli kłótnię z ukochaną, że po meczu Lecha, Widzewa czy Górnika siadają przed telewizorem i oglądają jakiś klub zachodni. Nie raz wstali zaspani bo pisali do późna artykuł na kibicowską stronę, czy czytali wiadomości. I jak taka osoba ma powiedzieć „Jestem kibicem Lecha ale tylko sympatykiem Milanu”. Ma dwa ukochane kluby, które wspiera.

Mam wrażenie, że bardziej bulwersuje ludzi, jak ktoś dopinguje klub z naszego kraju i zachodni, niż kibicowanie dwóm klubom, które są w Polsce. Czy jest jakaś różnica, gdy ktoś dopinguję Borutę Zgierz i jednocześnie Widzew? ROW i Górnik? Hutnik i Legię? To jest podobna sytuacja. W meczu między obiema drużynami, będzie trzeba wybrać drużynę, której się trochę bardziej kibicuje. Ale mimo wszystko, zawsze będzie mówił, że ma dwa ukochane kluby. Wspiera lokalny klub i ten większy, gdzie czasami ma kawałek dalej.

Ktoś zaraz napisze, że posiadanie drugiego klubu to zdrada. Nie, nie jest zdradą. Drugi klub to przyjaciółka, którą wspierasz, pocieszasz, cieszysz się z jej sukcesów. Jest dla Ciebie ważna, jednak w bezpośrednim pojedynku ważniejsza będzie żona. Ale nie wyzwiesz przyjaciółki i pocieszysz ją po porażce. Zdradą byłoby, gdyby kibic Górnika zaczął chodzić na Ruch, Widzewiak zaczął nosić koszulkę z Madejem, kibic Arki zaczął chodzić na Lechię. To jest zdrada, a nie kibicowanie klubowi, który w żaden sposób nie rywalizuje z tym pierwszym.

„Kibicować można jednemu klubowi” to kłamstwo. Zapytajcie ludzi, którzy jeżdżą na Liverpool, Atletico, Manchester i Lazio, jednocześnie będąc na meczach swoich zespołów w Polsce, któremu klubowi kibicują a którego są sympatykiem. Nie ma tu dobrej odpowiedzi.

Oczywiście, szanuję ludzi, którzy skupiają się tylko na jednym zespole. Jednak jest od groma ludzi, którzy mają dwa kluby, którym kibicują. Nie mówmy, że powinni wybierać ten jedyny klub, któremu będą kibicować. Bo tak się nie da. Serce nie wybiera i jeżeli ma miejsce na dwa kluby, to uszanujmy to.

 

Łukasz Karpiak

 

fot: slowfoot.pl

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.