Chaos u selekcjonera

Gdy skończyła się „Era Nawałki” w polskiej reprezentacji, kibice starali się mówić dobrze o selekcjonerze. Jakby nie było, zaliczyliśmy dwa wielkie turnieje, do których awansowaliśmy bez problemów, choć pewną rysą na wizerunku Nawałki jest występ na Mistrzostwach Świata.

Aktualnie mamy w reprezentacji „Erę Brzęczka” i wszystko wskazuje na to, że powoli nastają gorsze czasy dla naszej kadry. Oczywiście, podczas spotkań w eliminacjach do Mistrzostw Europy wszystko może idealnie funkcjonować, jednak ciężko aktualnie szukać plusów w grze reprezentacji. Najgorsze jest to, że selekcjoner nie miał pomysłu (ewentualnie co chwila zmieniał zdanie) jak traktować Ligę Narodów. Patrząc na powołania, były szkoleniowiec Wisły Płock starał się szukać różnych wariantów taktycznych oraz personalnych (powołanie Pietrzaka, niegrającego Recy), z drugiej strony w meczach o punkty nie było większych zaskoczeń. Ba, można odnieść wrażenie, że selekcjoner nie przyłożył się do przeanalizowania sytuacji piłkarzy, których powoływał.

Od kilku kolejek osoby oglądające na co dzień ligę rosyjską informowały, że Grzegorz Krychowiak nie gra na pozycji defensywnego pomocnika. Według tego, co można wyczytać, były zawodnik Sevilli grywał jako wolny elektron lub jako środkowy obrońca. Brzęczek mimo wszystko z uporem maniaka stawiał „Krychę” na „6”, mimo że ostatni raz na tej pozycji w klubie grał ponad pół roku temu. Świadczyć, to może o tym, że trener nie tylko nie pofatygował się do Rosji, ale nawet nie czytał doniesień prasowych na temat gry Krychowiaka. Taki stan rzeczy tłumaczyłby brak powołania dla Wilusza, który w lidze rosyjskiej gra od deski do deski.

Zresztą, temat obrońcy Rostowa jest wałkowany co kilka tygodni, głównie przez wybory selekcjonera. Gdyby powoływań nie dostali obrońcy, którzy nie grają w swoich klubach lub ich udział w spotkaniach jest marginalny, temat Wilusza byłby gaszony w zarodku. Bo jak wytłumaczyć wcześniejsze powołania dla Recy czy Bednarka, a omijanie zawodnika, który na boisku przebywa 90 minut? Dlatego selekcjoner na wstępie powinien jasno określić, czy mecze Ligi Narodów są dla niego czasem na eksperymenty, czy walką o każdy punkt. A tak kibice nie wiedzą, na czym stoją, piłkarze nie wiedzą, czy to był etap weryfikacji ich umiejętności, a selekcjoner mówi o przyzwoitej grze.

Nie licząc błędów Brzęczka, mamy jeszcze drugą stronę medalu, o której zdaje się, zapominamy. Gdyby porównać sytuację klubową zawodników, którzy grali podczas Mistrzostw Europy do aktualnej sytuacji, zobaczymy przykrą tendencję – w ciągu dwóch lat nasi kadrowicze grają mniej lub zgubili formę. Oczywiście, nie mówimy tu o wszystkich piłkarzach, bo bramkarze, jak i Lewandowski cały czas grają, jednak gdyby spojrzeć na sytuacje Grosickiego, Milika, Kapustki, Błaszczykowskiego, wyjdzie nam, że trzon naszej kadry albo walczy o pierwszą jedenastkę w swoich klubach, lub przyzwyczaili się już do siedzenia na ławce. Dwa lata w piłce to bardzo dużo, co pokazuje nasza reprezentacja. Dodatkowo sam „sukces” na MistrzostwachEuropy, mam takie wrażenie, był przeceniany. Graliśmy w rozszerzonych mistrzostwach, gdzie trafiliśmy na grupę, której raczej w normalnych warunkach byśmy nie trafili. Z drugiej strony, patrząc na formę ówczesnych kadrowiczów, można odnieść wrażenie, że przy odrobinie więcej szczęścia mogliśmy osiągnąć dużo lepszy wynik. Jednak każdy kolejny mecz kadry ukazywał kolejne rysy, których nie widzieliśmy podczas turnieju we Francji.

Ostatnie mecze pokazują nam jeszcze jedną rzecz – ciężko znaleźć zastępstwo dla piłkarzy już ogranych w kadrze. Można psioczyć na Grosickiego, mówić, że odcina mu prąd (lub że nie myśli), że to jeździec bez głowy, jednak gdy go nie ma na boisku, brakuje nam potencjału w ofensywie. Nie mamy aktualnie zawodników, którzy byliby naturalnym straszakiem dla obecnych reprezentantów. Dodatkowo w naszej grze widać brak pomysłu. Podczas wczorajszego spotkania odniosłem wrażenie, że głównym pomysłem naszej kadry było zagrywanie piłek do Lewandowskiego. Oczywiście, można swoją grę oprzeć na jednym zawodniku, jednak równie dobrze można cały miesiąc jeść zupki chińskie. Pierwsze dwa dni będą w miarę ok, później nastanie rozstrój żołądka.
Uprzedzając pytania – tak, porównałem grę naszej kadry do rozwolnienia.

Czy widzę szansę na lepszą grę naszych orłów pod okiem obecnego selekcjonera? Tak, pod warunkiem, że jego wybrańcy będą regularnie grać w swoich klubach. Pamiętam czasy kadry, w których mieliśmy naprawdę dobrych piłkarzy, jednak przez brak gry zawsze czegoś im brakowało. Niestety, mało jest piłkarzy, którzy mimo braku minut, w reprezentacji będą się wyróżniać. U nas to kuleje. Mimo wszystko awansować do Mistrzostw Europy i tak powinniśmy – musiałoby być z nami bardzo, ale to bardzo źle, żeby nie awansować do turnieju, do którego awans jest ułatwiony. Martwić powinniśmy się o kolejne kilka lat, kiedy piłkarze, którzy grali podczas mistrzostw we Francji, powieszą korki na kołku. Godnych następców, niestety, nie widać.

PS. Według portalu „W Meritum”, piłkarze kadry, a dokładniej Lewandowski i Krychowiak, po meczu z Czechami mieli się pobić. Nie wiem, czy to fake, choć jeżeli prawdą jest, że Grzegorz Krychowiak (!) nazwał drewnem (!!) Lewandowskiego (!!!), to mamy do czynienia z wyższym poziomem abstrakcji i odpłynięcia. Choć patrząc na ostatnią formę Krychowiaka, może się okazać, że odsunięcie Grzegorza będzie wzmocnieniem reprezentacji. Sam incydent, jeszcze raz podkreślę – jeśli to nie fake, pokazuje jedno – szatnię i jej atmosferę budują wyniki lub brak pieniędzy w kasie. A skoro na brak pieniędzy piłkarze nie narzekają, to otoczkę wokół kadry, jak i w niej, mogą uratować wyniki. I ten pożar selekcjoner musi jak najszybciej ugasić.

Łukasz Karpiak

 

fot: igol.pl

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.