Był „Sharcos”, będą „Wesołe Biedaki”?

Mateusz Miga poinformował dziś, że piłkarze Wisły, którzy zostali zatrudnieni na początku tego sezonu, otrzymali dotychczas tylko pół pensji. Współczuje zawodnikom „Białej Gwiazdy”, gdyż pracować za darmo nie jest szczytem marzeń ludzi. Nie dziwię się jednak, że Wiślacy walczą o każdy punkt do końca.

Piłkarze, z którymi rozmawiałem, często wspominali o atmosferze w szatni, robili to zwłaszcza zawodnicy, którzy grali w biedniejszych klubach. Jedna rzecz była powtarzana jak mantra: im mniej pieniędzy w klubowej kasie, tym atmosfera w zespole była lepsza. W pewien sposób jest to naturalna kolej rzeczy. Jeżeli nie dostajesz pieniędzy, a musisz wykonywać pracę, starasz się szukać pozytywów danej sytuacji. Jeżeli dzielisz szatnie z kilkunastoma osobami, które też nie dostają wypłaty, robisz wszystko, by przynajmniej atmosfera pozwalała Ci wykonywać obowiązki w jak najlepszy sposób. Mówiąc kolokwialnie, piłkarze Wisły przychodzą do pracy dla atmosfery, bo wypłatę widzą jak świnia niebo. Działa też u nich ludzka podświadomość – jeżeli teraz będę grał bardzo dobrze, odejdę do zespołu, który będzie mi płacił. Jest to w pewien sposób logiczne myślenie, co potwierdza skok formy Ondraska, Bartkowskiego czy Boguskiego. W nadziei na lepsze czasy w obecnej drużynie, czy też w oczekiwaniu na ofertę ze stabilnego klubu, piłkarze dają z siebie wszystko. Kibicom takie podejście się podoba (bo widać wole walki na boisku), jednak przyjdzie moment, gdy zawodnicy będą przebierać nogami, by odejść z klubu. Ciekawe, czy wtedy fani będą pamiętać o kilkumiesięcznej grze za darmo.

Wisła oczywiście nie jest odosobniona w tej sytuacji. Czytając doniesienia prasowe widać, że w wielu klubach zdarzają się opóźnienia w wypłacie pensji, premii czy też nagród za osiągnięte cele w lidze. Jest to duży problem polskiej, który ciągnie się od kilkunastu lat. Jeżeli cofniemy się o kilkanaście sezonów, przypomnimy sobie kluby, których istnienie zależało od pieniędzy z Canal +. Pewnie wszyscy pamiętają Odrę Wodzisław – klub, który robił wszystko by się utrzymać w lidze, często w zimowym okienku transferowym podpisując kontrakty z zawodnikami na pół roku – byle nie spaść. Gdy spadek w końcu się przytrafił, to klub praktycznie zniknął z piłkarskiej mapy polski. Aktualnie nie mamy w lidze tak skrajnych przypadków, jednak często finansowa sytuacja klubów wygląda tragicznie.

Komisja Ligi stara się (słowo klucz- stara się) karać i upominać kluby, które nie są wypłacalne. Jednak co sezon jest ten sam problem – kluby starają się omijać zakazy, wykorzystują kruczki prawne tylko po to, by przetrwać. Jednym z przykładów może być Ruch Chorzów, który starał się płacić pensje tak, by nigdy nie zalegać trzech pensji piłkarzom. Gdy klub spadł z ekstraklasy, mało który zawodnik chciał zostać przy Cichej. Kibice „Niebieskich” byli zdziwieni tym zachowaniem, a ex-piłkarze Ruchu byli zdziwieni zdziwieniem. Postawcie się na miejscu piłkarza – firma nie płaci wam pieniędzy, macie szansę przejść do innej firmy, która daje wam gwarancję comiesięcznych wpływów na konto. W imię idei i „honoru” zostajecie w bankrucie czy jednak zmieniacie pracę, bo sentymenty nie zapełnią wam przysłowiowego garnka.

Co do garnka – zastanawiam się, kiedy część klubów zacznie płacić pensje, które są w ich zasięgu. Podpisywanie wysokich kontraktów z myślą „jakoś to będzie” wpływa na finanse klubów. Spójrzcie na raporty finansowe, które mówią o wysokości pensji do przychodów. Optymalną wartością jest 60%, choć delikatne wychylenie nie jest tragedią. Delikatne to znaczy kilka procent, a nie kilkanaście, o czym chyba zapomniano. Patrząc na ostanie lata, sytuacja wyglądała tak: Lechia 87%, Górnik 81%, Korona 74%, Wisła 73%, Piast 72%. Danych za ten rok jeszcze nie ma, choć spadków spodziewam się w Gdańsku i w Zabrzu (Górnik w rok „zjechał” z 129% do 81%). W Krakowie powinien być wzrost, pytanie, jak duży. Patrząc na sytuację finansową Wisły, wskaźnik może oscylować w wysokości 90%.

Co zrobić, by było lepiej? Na początku trzeba dać szansę wyprostowania sytuacji, jednak w przypadku ciągłych opóźnień – karać. Jak brutalnie? Tak brutalnie, jak duże są opóźnienia. Chcemy, by nasza liga się rozwijała, dyskutujemy o szkoleniu, a zapominamy o podstawie, czyli wypłacaniu pensji. Przypadki Widzewa, ŁKS-u wskazują, że zaczynanie od zera może mieć oczyszczający skutek. Swoiste katharsis finansowe, zbudowanie stabilnych, nowych fundamentów sprawiło, że kluby rozwijają się i inaczej podchodzą do zarządzania budżetem.

Czy Wisła miałaby problem z powrotem do elity? Biorąc pod uwagę jej potencjał – nie. Aktualnie w Krakowie wszyscy czekają na tajemniczego inwestora, który przejmie klub i sprawi, że Biała Gwiazda zaświeci pełnym blaskiem. Jednak kibice powinni zabezpieczyć się na przyszłość – gdyby nie udało się pozyskać majętnego właściciela. W Chorzowie o tym zapomniano i Ruch balansuje na granicy finansowego utrzymania w drugiej lidze.

Gdy pisałem, że Wisła pod rządami pani Sarapaty czekają ciężkie dni, zostałem wyśmiany. Nie czuję teraz satysfakcji, jednak wszystko wskazuje, że pętla powoli się zaciska. Dużo pomógł pani Prezes … Szymon Jadczak, gdy wypuścił swój materiał w TVN. Zapomniano o sytuacji finansowej w Wiśle, a skupiono się na Miśku.

Po tym materiale pojawiły się memy, nawiązuje do serialu „Narcos”. „Sharcos” podbijał Twittera. Oby to nie był dla kibiców Wisły jeden z ostatnich powodów do śmiechu, bo ciężko będzie zrobić mem do filmu „Wesołe Biedaki”.

 

Łukasz Karpiak

 

fot.wislakrakow.com

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.