4-5-1 jest jak pomidorówka – każda jest inna.

Rozwój Katowice w tym roku, przed dzisiejszym spotkaniem z Widzewem, przegrał tylko jedno spotkanie – z ŁKS-em. Nie dziwne więc było, że według bukmacherów większe szanse na zwycięstwo mieli gospodarze. Zwłaszcza, że mieliśmy wystąpić w taktyce 5-4-1, która mogła nam się kojarzyć z toporną grą.

Ale wiecie, tak samo jak nie ma dwóch takich samych zup pomidorowych, tak samo nie ma dwóch takich samych taktyk. Trener Mroczkowski, jak wybitny strateg, przeanalizował drużynę z Katowic. Skoro Rozwój stara się zagęścić środek pola, to my musimy go zabezpieczyć, przejąć piłkę i zmusić do biegania rywali. Dlatego nie byłem zaskoczony, gdy zamiast wymieniać podania między stoperami staraliśmy powoli rozgrywać piłkę i zmuszaliśmy do większego wysiłku rywali. Nie biegaliśmy dużo, bo to nie my mieliśmy biegać. Nie możemy wymagać, że w każdym meczu będziemy wychodzić nabuzowani, to byłoby nieroztropne z naszej strony. Skupiliśmy się na posiadaniu piłki i przesuwaniu gry w stronę pola karnego rywala. Z każdą minutą zwiększała się nasza dominacja, choć nie ustrzegliśmy się błędów. Jednak graliśmy mądrze, co w poprzednim sezonie było rzadkością.

Mówienie, że 4-5-1 nie jest taktyką ofensywną jest strasznym spłyceniem tematu. Grając jednym napastnikiem można grać do przodu, co dziś było widać. W pierwszej połowie oddaliśmy osiem strzałów, czyli średnio co 6 minut piłka leciała w stronę bramki. Dodając kilka niedokładnych ostatnich podań czy nieprecyzyjnych wrzutek okazuje się, że graliśmy ofensywnie. Jasne, to nie była widowiskowa gra, jednak ani ja, ani zapewne trener Mroczkowski takiej nie oczekiwał w pierwszej połowie. O tym jak skutecznie zagraliśmy w pierwszej połowie, niech świadczy to, że większość pojedynków biegów w drugiej części spotkania wygrywaliśmy. Piłkarze Rozwoju nie nadążali za nami. A to również zasługa dzisiejszej taktyki. To my narzuciliśmy styl gry i Rozwój musiał się dostosować do wydarzeń na boisku. Musieli wykonywać więcej krótkich sprintów, co zawsze zostawia pewnego rodzaju zmęczenie w nogach. I w drugiej połowie to wykorzystaliśmy.

Nie będę rozpisywał się o pojedynczych piłkarzach (choć gol Zidane Zuziaka bardzo ładny, mimo delikatnego błędu bramkarza), bo wszyscy wywiązali się ze swoich zadań. Rezerwowi weszli i zrobili dużo pozytywnego chaosu. Starali się, nawet za bardzo, patrząc na reakcję trenera Mroczkowskiego po rajdzie samego z sobą Świderskiego. Choć z drugiej strony to dobrze, że był tak naładowany, że specjalnie szukał rywala, byle go okiwać. Tak naładowana ławka rezerwowych będzie wzmocnieniem a jednocześnie pokazuje, że rywalizacja w zespole jest zdrowa. Choć więcej spokoju mimo wszystko, by się przydało „Świdrowi” i Millerowi.

Za tydzień zagramy ze Zniczem i obstawiam, że wyjdziemy dwoma napastnikami. Nie dlatego, że 4-5-1 nie zadziałało, a dlatego, że będziemy chcieli dominować nad rywalem i będziemy mogli poświęcić jednego z środkowych pomocników na rzecz Millera czy Świderskiego. Dlatego też, że Znicz się cofnie i nie będzie potrzeby, by razem grał Paulius i Kazimierowicz. Tak naprawdę grając taktyką 4-4-2 nasz szkoleniowiec będzie miał pewien miły problem. Kogo z czwórki Paulius, Kazimierowicz, Falon, Kristo wystawić w pierwszej jedenastce. Dodając do tego, że Pięczek również naciska na bardziej doświadczonych kolegów w środku pola mamy ciekawą rywalizację.

Największą zmianą jaką widzę między 4-5-1 Mroczkowskiego a 4-5-1 Smudy, jest luz w grze naszych piłkarzy. Możemy uderzyć z woleja z 17 metrów? To dawaj strzelaj. Możesz kiwać się sam z sobą, potem wypracować sobie sytuację i oddać celny strzał- możesz. Uważasz, że warto spróbować zrobić dwóch rywali na ten sam zwód i walnąć po długim? Rób to, po to jesteś na boisku. Serio, moim zdaniem to jest najistotniejsza zmiana, jaka nastąpiła w naszym zespole. Piłkarze nie boją się podjąć ryzyka, mimo że czasami kończy się to stratą. Ale to normalne, że nie każdy drybling jest udany, nie każdy strzał z dystansu skończy się celnym strzałem. Jednak podejmując takie ryzyko, zwiększamy szansę, że rywal popełni błąd. Innymi słowy – piłkarze uwierzyli, że potrafią grać w piłkę.

Wiecie co jest piękniejszego niż to dzisiejsze zwycięstwo? To, że mamy trenera, który potrafi dostosować zespół pod rywala. Bo to że jesteśmy Widzew to jedno, a to że musimy przygotowywać się do każdego rywala to drugie. To również gest szacunku do rywala. I to było widać na boisku. Każdy z piłkarzy podszedł do rywala z szacunkiem, ale bez bojaźni. I za to brawa dla sztabu szkoleniowego.

Dziś o błędach nie będę mówił. Przyjmijmy, że pojawiły się przez bardzo korzystny wynik. Nawet te z pierwszej połowy.

Mamy Lidera, po raz pierwszy od prawie roku wygraliśmy 4-0, zagraliśmy bardzo mądre spotkanie. Robotnicze smakuje dziś wyjątkowe dobrze. Zdrowie!

Łukasz Karpiak

fot. dzienniklodzki.pl

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.